sobota, 29 czerwca 2013

Liam cz. 1 :D


NIEUDAŁMISIĘ ! Przepraszam ! 

-Cholera ! – krzyknęłam, ponownie próbując  założyć niesforny łańcuch. Bez skutecznie. Mój rower nie chciał w żaden sposób ze mną współpracować , przez co nie byłam w stanie nic zrobić . Właśnie zaczęło się lato , więc pogoda jest coraz lepsza, a ja ? Ja musze siedzieć tutaj i naprawiać ten idiotyczny łańcuch .
-Grrr. – warknęłam, wycierając swoje brudne ręce ,w koszulkę Liama .Jest on synem, córki , siostry mojej mamy. To dość skąp likowane , więc żeby ułatwić sobie sprawę , po prostu nazywamy się kuzynami. I oczywiście wszystko by było, super gdyby nie to, że go chyba go kocham , po prostu to co czuje w jego obecności jest zupełnie inne niż to co czyje, kiedy jestem z Louisem , niellem, Zaynem , czy Harrym . Oni są niczego sobie , ale ja przecież zawsze chce mieć coś nieosiągalnego. Liam był tym kimś, moim odwiecznym , nie osiągalnym, celem . 
  Do moich uszu dobiegł dźwięk, samochodu , który właśnie wieżdźał na nasz podjazd. Spojrzałam w stronę sportowego auta, a z jego środka wyłoniła się postać mojego , kuzyna.
-Heej T.I – powiedział melodycznym głosem Li, przybliżając się i delikatnie całując mnie w policzek.
- Cześć .
- Ugh , Cu się Stało .? – powiedział głosem, troskliwego tatusia, klękając tuż przy zepsutym sprzęcie.
- Hmm. Wyjęłam rower , poprowadziłam go na podjazd, i się zepsuło – odparłam , wykrzywiając usta, w odwróconą podkówkę. Chłopak , zachichotał  , szepcząc cicho „ jak zawsze samo się zepsuło”, i  jednym zręcznym ruchem pociągnął, za metalowy łańcuch . – Czyli ja się z tym męczyłam , pół godziny, a ty to zrobiłeś w pięć minut ? – zapytałam z oburzeniem, opierając swoje ręce na obu biodrach .
- Oj szkrabie , trzeba to umieć – powiedział , zmierzwiając delikatnie moje włosy.  Chłopak bez słowa wrócił , do samochodu , wyciągając z niego kilka toreb, po czym w spokoju , skierował się do domu .
- Ale ja umiem , to robić – mruknęłam , podążając tuż za szatynem .- Po co te torby .? – spytałam , zaglądając do jednej z  wspomnianych torebek.
- zapomniałam ci powiedzieć .? – powiedział , bardziej do siebie , niż do mnie , łapiąc dwoma palcami za swój podbródek, widocznie się zastanawiając . – Aaa. Tak, nie powiedziałem ci . A więc dzisiaj jest impreza . – odparł z uśmiechem, rozkładając na blacie , kilka paczek chipsów. – Przyjdzie , kilka osób , mówie ci będzie fajnie.
- Kilka osób ? – zapytałam , podejrzliwie.
- No okej , kilka więcej.
- To znaczy ? – dopytywałam , pomagając chłopakowi, rozkładać zakupy.
- Hmm. Zayn, Niall, Lou, Hazz, Dani , Elka, Pezz, Emily , Kate, Alex , Robin, Max, Steve, Peter, David, i jeszcze osoby towarzyszące .
- Jeszcze osoby towarzyszące ? – wyksztusiłam, jednak wiedziałam że wcale nie to chciałam powiedzieć. Tak na prawde pomyślałam o tym ,że do naszego domu ma zawitać Daniell. Jak pewnie wiecie , jest to była dziewczyna , Li a mówiąc szczerze, zawsze byłam o nią zazdrosna. Wiecie jak to jest , czuć przy sobie osobę którą się kocha , jednak mieć świadomość że ta osoba ma już kogoś innego . To jest straszne, przytłaczające i … Sama nie wiem jakie jeszcze . Tego uczucia nie da się zignorować , jedynym lekarstwem na to jest Zee . A raczej Zayn . Tak macie racje to całkiem , chore , ale wierzcie mi nie znacie całej prawdy .

Opowiedzieć ?

No wiec , jak tak bardzo chcecie to wam powiem . Wiecie ze mną i Zaynem jest tak , że od razu kiedy go poznałam wiedziałm, iż go polubie . I Oczywiście tak się stało , bo już kilka dni później staliśmy się przyjaciółmi. On wiedział o wszystkim , co się ze mną działo . Nie wiem skąd, wiem że wiedział. Przez długi czas ukrywałam swoje uczucia do Payne’a , ale jak się domyślacie na marne . Zayn dowiedział się o tym , i od razu wystartował do mnie z pomocą. Cały Malik. Od pierwszych dni robił wszystko , żeby mi pomóc . Jednak , mimo jego staranią , nic nie poprawiało mi humoru , aż do pewnego piątku.
*Retrospekcja*
- T.I , proszę odpuść . – powtórzył , Zayn błagalnym głosem .
- zayn , to że mnie o to poprosisz nic ci nie da. Ja go kocham – wybełkotałam , opierając się bez silnie, o drzwi szafy.
- Błagam cię . – powiedział podchodząc do mnie.
- Nie za… - nie zdążyłam dokończyć , ponieważ Zayn nachalnie wpił mi się w usta.
* Koniec Retrospekcji *
I dla waszej wiadomości : Tak . Ten jeden pocałunek zmienił wszystko. Od tamtego dnia, zawsze kiedy byłam smutna, Zayn znajdywał się przy mnie , całował , i okazywał jak największą czułość, mówił wtedy żebym wyobrażała sobie Liama, ale tak szczerze nie potrafiłam . Jego usta zawsze pieściły , mnie aż do utraty zmysłów a , ręce błądziły , jak oszalałe po moim ciele. Najgorsze było to, że nie kochałam jego, kochałam Liama. Po pewnym czasie , sprawy z brunetem pokomplikowały się do naprawdę dużego poziomu . Zee , znalazł sobie dziewczyne.  Nie widziałam jeszcze, tego błysku w jego oczach , kiedy patrzył na Perrie , jego wzrok był wtedy taki pusty , nie okazywał niczego. Pewnie sądzicie , że mówie tak , bo jestem zwyczajnie zazdrosna, że zachowuje się jak bym była, dzieckiem , któremu ktoś powoli odbiera zabawkę. Ale uwierzcie mi to wcale nie wyglądało na miłość, . Może rzeczywiście ona , coś do niego czuła , ale wątpie żeby  on to odwzajemniał. Chcodzi o to, że chłopaki mówili mi że oni nie całują się przy nich , ale kiedy ja jestem w pokoju , co chwile szepczą sobie miłe słówka, lub wyznają sobie jak bardzo się kochaja . dziwne prawda .? Lub Fakt, że tylko Niall, zapamiętał kiedy Pezz, ma urodziny a Zayn nawet nie zwracał uwagi, na bardzo przejętą dziewczyne.
Tak to mniej więcej wygląda .

* Godzina 00.43, impreza. *

Dopiłam ostatni kieliszek wódki , patrząc zamglonym wzrokiem na przestrzeń pokoju.  Wszystkie wolne miejsca , w pomieszczeniu były zajęte. Na kanapie walało się pełno ludzi, zresztą tak samo było z fotelami i podłogą. Wstałam z krzesła i chwiejnym krokiem, podążałam na góre. Prawie normalnie weszłam po schodach , z trudem omijając porozwalane wszędzie puszki.  Ze zmęczeniem oparłam się o półkę, na korytarzu i spuściłam głowę. Przez całą moją czaszkę , przeszedł mi delikatny dreszcz ulgi. Kiedy ból miarowo zaczął przechodzić , znów podniosłam się do pionu z zamiarem , zrobienia dalszych kroków. Powoli postawiłam prawą nogę , na miękkim dywanie, a z lewej zdjęłam uciążającego  mi od dawna buta.  Wkrótce z drugim czerwonym trampkiem stało się to samo.  Szybko zdejmując zbędne mi ubrania , doszłam do mojego pokoju. Delikatnie pchnęłam drzwi, a kiedy tylko weszłam do pomieszczenia , niemal od razu zobaczyłam , na moim łóżku Liama ….

czwartek, 27 czerwca 2013

Hazza *.* /

Nie pamiętam ile się już znamy , wiem tylko że ten czas leci strasznie szybko. Przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie.

*Retrospekcja*

Wstałam rano, od razu zakładając moją różową sukienkę. Kwiatki lekko drażniły moja Skórę ale mimo tego ją uwielbiałam. Zeszłam zadowolona do kuchni gdzie moja mama, przygotowywała już kanapki, a tata siedział z czarną kawą przy stole, przeglądając kolejne strony gazety z wiadomościami. Podciągnęłam swoje białe pod kolanówki , siadając na przeciwko mężczyzny. Ojciec spojrzał na mnie spod szarego papieru, i wyszeptał ciche "dzień dobry" , zaśmiałam się uroczo i powiedziałam niewyraźnie 'witaj Tatusiu". Mężczyzna kiwnął z zadowoleniem głową, po czym znowu zatopił się w lekturze, spojrzałam na Mamę czekając aż mój wzrok zwróci jej uwagę.
- dzień dobry Kochanie. - powiedziała radośnie, przewracając na patelni naleśnika. Podeszłam do niej i przytuliłam się do jej pleców. Może i ten poranek wyglądał jak każdy inny,ale czułam że coś jest nie tak. Zawsze tak miałam , wiedziałam kiedy coś się zmieni. Nie wiem jak to się działo, ale zdecydowanie schlebiał mi ten fakt. Podeszłam do małej szafki nad zlewem i wchodząc na krzesło, wyciągnęłam ze środka, kubek z misiem.
-Mamusiu ? - powiedziałam cicho, nalewając sobie do szklanki, ciemno fioletowy sok.
- Słucham księżniczko .?
- Coś się dzieje ?- zapytałam upijając łyk, letniej cieczy
- Nie rozumiem - powiedziała uważnie mi się przyglądając .
- No coś się dzieje. Zmienia się coś.?
- Aaa. znowu to jej wyczucie.? - dorwał się do rozmowy, mój tata.
- Tak właśnie .- odparłam z zastanowieniem.
- Aahhh. No więc masz racje zmieniło się coś . - powiedziała mama , obracając się w moją stronę . Spojrzałam na nią wyczekująco dając jej do zrozumienia żeby rozwinęła tą myśl. - Pamiętasz ten dom na przeciwko .? - zapytała ,a  ja twierdząco kiwnęłam głową . - Więc pewnie pamiętasz że był do sprzedania, no i ktoś go kupił . Właśnie się wprowadzają . - zszokowana przeniosłam swój wzrok na tatę , który , z potwierdzeniem pokiwał głową . Zaczęłam radośnie krzyczeć , po czym szybko pobiegłam do korytarza, zakładając na swoje nogi białe balerinki. Usłyszałam krzyki mojej rodzicielki,  ale przez pod ekscytowanie, nie mogłam zrozumieć o czym mówi. Wybiegłam szczęśliwa przed dom , po czym rozglądając się w obie strony przeszłam przez ulice kierując się na podwórko przyszłych sąsiadów. Przed bramką ,zatrzymałam się poprawiając swoją różową sukienkę, po czym złapałam za klamkę od wejścia.
- dzień dobry . - powiedziałam podchodząc do , kobiety w czarnych włosach, która aktualnie wyciągała z samochodu duże pudło.
- Witaj - uśmiechnęła się , i podała mi rękę.
- Jestem waszą nową sąsiadką . Mam na imię (T.I ) . A pani. ?
- Część (T.I) Jestem Anne, to jest moja córka Gemma- powiedziała przyjemnie, pokazując palcem na małą dziewczynkę stojącą przy drzwiach. - A to jest Harry - wskazała na chłopaka o brązowych włosach.
- Cześć - powiedziałam do młodzieńca. Anne oddaliła się od nas , zanosząc do mieszkania brązowe opakowanie,z rzeczami. Razem z Harrym stanęliśmy, na przeciwko siebie. Szatyn wyciągnął z buzi okrągłego lizaka, i podał mi rękę . Chwyciłam za nią,  a jego druga dłoń, powędrowała , do kieszeni, z której wyciągnął, cukierkowy pierścionek. Delikatnie przekręcił moją dłoń, i wsadził na palec kolorową biżuterię.
- Zostaniesz moją żoną. - bardziej stwierdził niż zapytał. Zaśmiałam się z jego poczynań, na co chłopak zareagował nie małym szokiem.
- O co chodzi .? - zapytał nadal się mi przyglądając .
- Chcesz żebym została twoją żoną. ?- od powiedziałam pytaniem na pytanie, uważnie przyglądając się pierścionkowi.
- Tak . Jesteś bardzo ładna.- odparł , jak gdyby nigdy nic łapiąc za falbankę od mojej sukienki, którą zaczął obkręcać sobie wokół palca.
- Haha. Ale wiesz że takie  pierścionki wkłada się na ten palec. - powiedziałam wskazując serdeczny palec , lewej ręki.
- Cśiii. Nikt nie musi wiedzieć .- powiedział zabawnie przenosząc swój palec na usta.

****

Od tamtych oświadczyn minęło , kilkanaście lat. Przez dłuższy czas byliśmy po prostu sąsiadami, po tem staliśmy się przyjaciółmi . Mówiliśmy sobie wszystko , znałeś wszystkie moje sekrety, tajemnice, potrzeby.  Wiedziałeś o mnie mnóstwo rzeczy. Jednak jedna rzecz ci umknęła. Kochałam cie. Ty zawsze mówiłeś mi że powinnam znaleźć sobie kogoś dla siebie. Drugą połówkę. Ale ja nie chciałam. Nie chciałam nikogo oprócz ciebie. Pamiętam że w swoim życiu widziałam cie z wieloma dziewczynami. Co roku bolało mnie to bardziej , w walętynki prosiłeś mnie abym pomogła ci wybrać prezent dla twojej niby " jedynej " . Zawsze tak mówiłeś, Ona jest tą " jedyną" , jest "kimś więcej". Jednak zawsze, po dniu 14 lutego , One nie były już dla ciebie ważne.Opuszczałeś je. Czasami zastanawiałam się czy nie robisz tego tylko po to żeby tak jak ja nie spędzać walentynek, przed telewizorem. Wiedziałeś o tym że nie obchodzę tego święta. A raczej obchodzę go w swój sposób. Pocieszałeś mnie. Ale nigdy nie dowarzyłeś się do mnie przyjść i posiedzieć razem przed jakimś idiotycznym serialem.

*14 Lutego. 2014 roku. Dzień zmiany. * 


czasami zastanawiasz się jak jeden dzień może zmienić całe twoje Zycie .

Dzisiejszy dzień jak zawsze zaczął się beznadziejnie. Zanim zdążyłam otworzyć oczy, już w moich myślach pojawiała się wizja walętynkowego dnia. Dzisiejszego poranka, nie raczyłam zrobić sobie nawet śniadania, ponieważ od samego początku byłam dręczona twoimi Esemesami.  Była dopiero 10, A ty juz stałeś pod moimi drzwiami. u ciebie to nie jest normalne pamiętam że od zawsze lubiłeś dłużej pospać .

-(T.I) ! No chodź , proszę. Nie mam dużo czasu. !- krzyczał Styles, zwalając mnie z łóżka.
- ogarnij się idioto ! - powiedziałam groźnie kopiąc, chłopaka po rękach.
- Proszę ten prezent jest bardzo ważny. On jest dla tej jedynej.
- Taak. jasne. One wszystkie były tymi jedynymi.- powiedziałam marudnie, podnosząc się z podłogi.
- Ale to nie tak , ją znam od dłuższego czasu ona nie będzie taka jednorazowa. Błagam, kupie ci film na dzisiaj.
- Okej juz Idę. - powiedziałam unosząc ręce w geście obronnym. Przeszłam drogę między stolikiem nocnym, a krzesłem , przy okazji łapiąc w ręce, jakieś rzeczy. Przechodząc przez wielki korytarz, poszłam do łazienki. Ubrałam się i umalowałam, po czym uśmiechnięta wróciłam do ciebie.
Podszedłeś do mnie z uśmiechem, złapałeś moją rękę i powiedziałeś że wyglądam pięknie. serce podskoczyło mi do krtani, a ręce zaczęły się trząść. Mam tak od... no tak od kiedy cie poznałam. twoje oczy i zapach zawsze tak na mnie działały. usłyszałam twoje stanowcze chrząknięcie i kiedy tylko zdążyłam się zoriętować twoje ciało powróciło do dawnej odległości. 
- To chodź. - powiedziałeś i łapiąc mnie za nadgarstek poprowadziłeś w stronę samochodu , w którym ze niechęcią założyłam buty. Usiadłeś za kierownicą i bez słowa odjechaliśmy, z podjazdu. Całą drogę rozmawialiśmy o prezęcie. Miałeś na prawdę dużo pomysłów. tych lepszych i gorszych. Ale uwierz mi dla tej jedynej nie musisz się aż tak staraC. Gdy dojechaliśmy do centrum miasta, straciłam swój dobry humor. te wszystkie serca, kwiaty, czekoladki, misie, i inne ozdóbki, przyprawiały mnie do zawrotu głowy . Nie nawidze tego dnia. 
Nie zwróciłes uwagi na moje samo poczucie. Złapałeś mnie za rękę, i poprowadziłeś do pierwszego sklepu. 
- no okej . A więc wyobraź sobie, że dostajesz waletynkowy prezent, co by to było. ? - zapytałeś rozglądając się po sklepie. 
- Hmm. Weź czekoladki, czerwoną .... nie białą pościel, kilka świeczek, róże, truskawdki , najlepiej zrób w czekoladzie, i zrób jej wielką sypialnie z pięknie  porozkładanymi rzeczami. - wymruczałam wyciągając z półek wy powiedziane rzeczy. Spojrzałeś na mnie zdziwiony i pomachałeś twierdząco głową . Rozejrzałam się po sklepie , natrafiając wzrokiem na półkę z filmami. podbiegłam do niej, i wyszukałam opakowania z tytułem. : "A więc wojna" , po czym znowu podeszłam do ciebie wkładając ci do rąk, płytę. 
- I jeszcze to dla mnie. 
uśmiechnąłeś się promiennie, a w pomieszczeniu usłyszałam twój stłumiony śmiech.Wykupiłeś wspomniane przeze mnie rzeczy a potem zabrałeś mnie na śniadanie do restauracji. Była już 17 i Musiałeś się zbierać. Odwiozłeś mnie do domu i przegnałeś . 
Weszłam do mieszkania jak gdyby nigdy nic, ale w powietrzu czułam ten sam smak zmiany co wtedy kiedy przyjechałeś do naszego miasta i zamieszkałeś na przeciwko mnie.
Z zaniepokojeniem weszłam, do kuchni, jednak nic tam nie zastałam , odetchnęłam z ulgą, i przeszłam do salonu z zamiarem włączenia, kupionego przez ciebie filmu. Usiadłam na kanapie i wtedy  na parapecie okna zobaczyłam, białą kartkę z trzema kropkami. ( "...") Zdziwiłam się i podeszłam do skrawka papieru , otwierając liścik

Wiesz że dzisiaj sa walentynki .? Hah. Nie odpowiadaj. Chciał bym cię zaprosić, na mały wypad ze mną .
Dzisiaj o 20.30 na samej górze wierzowca, w środku LondonCitty. Proszę przyjdź. /

tajemniczy wielbiciel . ♥


Zdziwiona tym liścikiem , zawahałam się nad pójściem , ale w końcu co mogę stracić.? 

 * 20.29 london citty , dach wierzowca. * 



Winda zabrzęczała , dając mi znać że to już koniec przejażdżki.  drzwi rozsunęły się , a ja zrobiłam kilka kroków w przód nadal wpatrując się w ziemię. Uniosłam wzrok ku górze i niemal od razu mnie zamurowało . Na ziemi rozłożona była, biała pościel, przyozdobiona czekoladkami, wszędzie były po rozstawiane świeczki, a obok posłania leżała taca ze smakołykami na której zauważyłam mnóstwo truskawek w czekoladzie. Zrobiłam krok w przód a moja noga stanęła na jakiejś kartce. Prze straszona odskoczyłam , po czym spojrzałam na leżący na ziemi skrawek papieru. Przewróciłam teatralnie oczami , i podniosłam kartkę, czytając ją .


A więc jednak przyszłaś. :) Ciesze się . Jestem pewny, że popsułam ci plany na dzisiejszy wieczór, ale mam nadzieje trochę je naprawić. Usiądź na pościeli i puść 5 . /
Nadal tajemniczy wielbiciel ♥


Uśmiechnęłam się sama do siebie czytając kolejne słowa z kartki.  Spojrzałam na przygotowane posłanie i po chwili zauważyłam, stojące koło niego radio . Podeszłam do sprzętu , wygodnie rozkładając się na pościeli, i biorąc do buzi jedną z czekoladek, zaczęłam pstrykać klawiszami szukając odpowiedniego utworu. kiedy tylko mały wyświetlacz pokazał mi piątkę, z głośników zaczęła lecieć powolna, a zarazem romantyczna piosenka. Przez chwile wsłuchiwałam się w rytm, słów Bryana Adamsa. ( Le* postać fikcyjna :D ) , jednak usłyszałam ciche kroki za sobom. Napięcie odwróciłam się, a moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok na świecie. Harry ubrany był w czarny garnitur, który świetnie wpasowywał się w biel jego koszuli. Włosy miał całkowicie roztrzepane co tylko dodawało mu tego chłopięcego uroku. W ręku trzymał bukiet róż , a w drugiej dłoni znajdowało się malutkie pudełko.
- Witaj. - powiedział,bardzo pociągająco , nadal nie ruszając się z miejsca. Wstałem z białej pościeli, i bez wahania zarzuciłam swoje ręce na jego szyje, mocno go przytulając.  Z moich oczu mimowolnie zaczęły lecieć łzy, które powoli tworzyły Ścieszki na moich policzkach. Staliśmy tak nieruchomo przez dłuższy czas, jednak chwile po tem odkleiłam się od chłopaka. Otarłam swoje mokre policzki, i spojrzałam na lokowatego.
- Proszę nie płacz- powiedział harry. - To dla ciebie.- dodał po chwili, przysuwając w moją stronę, czerwone kwiaty.
- Dziękuje .- odpowiediząłam. Już miałam otworzyć usta, żeby coś powiedzieć ale chłopak , położył na nich swój palec, przy okazji mnie uciszając.
- Chciałem ci to juz dawno powiedzieć, ale się bałem. Wiesz to głupie, że próbowałem zastąpić cię innymi dziewczynami. Przeciez wiedziałem, że ani jedna nie będzie lepsza od ciebie. Zawsze mówiłaś mi że nie chcesz mieć nikogo. Że żaden, chłopak cie nie szczęśliwi . Ale ja wiem ze ja potrafię to zrobić. Pamiętam jak pierwszy raz , przyszłaś na mój ogródek, weszłaś tam jak gdyby nigdy nic, i przywitałaś się z moją mamą. Byłaś taka piękna, zresztą nadal jesteś. Potem się ze mną zaprzyjażniłaś, spędzałem z tobą każde wolne popołudnie. Mówiłaś mi jak bardzo chciała byś się zakochać, i jak bardzo pragniesz tego pierwszego pocałunku. Wiesz jak się ucieszyłem kiedy to powiedziałaś. Zaledwie dwa dni później, zabrałem się na Skate park, niby niechcący wywaliłem się na ciebie , i złączyłam nas w pocałunku. Przeżyłaś ze mną pierwszy całus, zresztą nie był on ostatni. Od tamtego czasu całowaliśmy się , częściej . Wszyscy mówili że jesteśmy parą, a ty zawsze zaprzeczałaś.  Bolało . I wiesz co jeszcze , od kiedy zobaczyłem cię w tej różowej sukięce, kiedy podałaś mi rękę ,a ja włożyłem ci na palec kolorowy pierścionek , od wtedy , wiedziałem że cię kocham . Wiem że nigdy nie przestałem . (T.I) kocham cie.
- harry - Jęknęłam, wpuszczając z dłoni , bukiet róż . - ja. Nie ... nie
- rozumiem - powiedziałeś spuszczając wzrok.
- nie właśnie nie rozumiesz - odparłam łapiąc twój podbródek,tym samym zmuszając cie do spojrzenia na mnie. - Nigdy nie miałem chłopaka. Wiesz dlaczego .? Bo czekałam na ciebie. Dzień w dzień, czekałam aż przyjdziesz i powiesz że mnie kochasz. I dzisiaj właśnie spełniają się moje marzenia. Kocham cie Harry .- wyszeptałam, a ty stałeś na przeciwko mnie jak zaczarowany. - Kocham cię . - powtórzyłam, nadal zszokowany złączyłeś nasze usta w namiętnym pocałunku.  Nasze języki pieściły się na wzajem .
- (T.I) ... - wydyszałeś , delikatnie mnie od siebie odpychając.  powoli klęknąłeś na jednym kolanie, a z dłoni wyciągnęłaś , czarne pudełko. - (T.I) (T.N) Czy zechcesz zostać moją dziewczyną .?
- Tak! Tak ! Tak!. - powiedziałam głośno. Pociągnąłeś lekko moją rękę w swoją stronę i powoli otworzyłeś małe pudełko. W środku znajdował sie, kolorowy pierścionek. Taki sam jaki dałeś mi te kilkanaście lat temu.   

Z zastanowieniem, przyglądałeś się moim palcom. Cicho się zaśmiałam, kręcąc z niedowierzaniam głową . - jeszcze się  nie nauczyłeś .? - zapytałam za co ty spojrzałeś na mnie z urażeniem. - Na ten palec. - powiedziałam , wskazując na serdeczny palec. posłusznie włożyłeś mi na niego kolorową biżuterię i znów wracając do mojego poziomu, ucałowałeś delikatnie moje usta.
- Kocham, cie (t.I )
- Ja ciebie też Harry .

XXXX


Przepraszam za błędy i wasze czekanie.

Przepraszam za błędy , po prostu szybko pisałam . :c
I jeszcze przepraszam że tyle musieliście czekać , ale jak widać szkoła daje po sobie znaki. 

Mimo że jest koniec roku, to ja musze latać na próby :p

Not Good :C

nie wiem z kim będzie następony , ale chyba wiem o czym będzie ^^

Kocham was :*

piątek, 21 czerwca 2013

Przepraszam :c

Przepraszam że na razie nie ma dalszej części z Zaynem , ale na razie wena mnie na to nie bierze :c . Bardzo przepraszam :c
Poza tym jest taki mały problemik, że mam teraz mało czasu ale się postaram dalej pisać :*

Kocham Was :* \

czwartek, 20 czerwca 2013

Larry +18 :D

Przemierzałem kolejne uliczki, zatłoczonego miasta. Moje palce zaciskały się mocno na kierownicy, a w moim umyśle kłębiło, się mnóstwo myśli. Ten dzień nie należał do specjalnie dobrych, więc już w tej chwili miałem wielką ochotę, rzucenia się na kogo kolwiek na mojej drodze. Gwałtownie skręciłem, wieżdźając na podjazd. W pośpiechu, zgasiłem silnik ,i  niemal że wybiegając z samochodu, skierowałem się w stronę posiadłości.
- Harry ?!- krzyknęłam wbiegając do wnętrza domu.- Jesteś ?!
- Taa. Na górze. - usłyszałem za chrypnięty głos, po czym pendem zacząłem biec w stronę naszego pokoju. Przy stawianiu ostatnich kroków, lekko się zachwiałem,  przez co z hukiem wpadłem na drzwi przy okazji je otwierając. W pokoju zastałem, mojego chłopaka, leżącego na łóżku, w samych bokserkach. Jego twarz, wyglądała na przerażoną, a klatka piersiowa, unosiła się w naprawdę szybkim tępię. Bez zastanowienia, podeszłem do Harego, i ułożyłem swoje ciało po między jego nogami, schylając się nad nim i całując delikatnie jego usta.
- Szałowe wejście. - odparł po dłuższej chwili chłopak ,odklejając się ode mnie.
- Oczywiście,że tak. Musze przecież poprawić sobie zły dzień. prawda.? - zapytałem , jeżdżąc dłonią, po brzuchu i udach Hazzy.
- Umm. Przestań bo pomyśle że chcesz mnie zgwałcić.- powiedział loczek chichocząc, słodko. Szarpnąłem, groźnie gumkę od bokserek chłopaka, wywołując u niego zadziorny uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak bardo chce. - odparłem , gryząc jego szyje, i drażniąc jego bokserki.
- Aughh. - westchnął przeciągle zielonooki, kiedy moja ręka spoczęła , na jego wybrzuszeniu. - Lou...
- Csiiii- przerwałem mu, agresywnie ściągając, z jego bioder czarny materiał. - Dzisiaj bawimy się według moich zasad.- odparłem, zdejmując z siebie górne części garderoby.
- Mam się bać .? - zapytał rozbawiony chłopak, łapiąc delikatnie za pasek od moich czarnych rurek. Oparłem lewą ręke koło głowy chłopaka, a moja prawa dłoń, powędrowała pod białą poduszkę , skąd wyciągnąłem kajdanki. Machnąłem nimi przed nosem zielonookiego, co sprawiło że zmieszany i lekko przerażony spojrzał na mnie. Nie wzruszenie przybliżyłem się do jego ucha i wyszeptałem : - Tak bój się . Krzycz, wij się i proś o litość. Zamin loczek, zrozumiał moje słowa, złapałem go za nadgarstki i przypiąłem je do ramy łóżka.  Usiadłem okrakiem na Hazzie, i lekko poruszając biodrami, wpiłem się w jego usta. Harry wydawał nie określone westchnięcia po między, pocałunkami, co tylko nakręcało mnie do pracy. Złapałem delikatnie za przerodzenie chłopaka, szybko i stanowczo poruszając ręką.
- Lou... is . Oh. ... szy.. Ah. - sapał Harry, podnosząc i opuszczając , swoje biodra zgodnie z ruchem mojeje ręki. - Louis... Ja chcem ciee. ... Ah.. po-poczu-uć. Assh.
- Dla ciebie Panie.Tomlinson .- powiedziałem stanowczo , zwiększając prędkość, moich ruchów.
- Panie . To-tomlinson, chce cie... Ahhh. Chce cie ....
- Krzycz to .!
- PIEPRZ MNIE KURWA ! - krzyknął agresywnie, podnosząc przy tym gwałtownie swoje nogi.Na  taką właśnie reakcje czekałem. Bez większych przeszkód, przełożyłem jego ciało , tak aby leżał, na mnie , i bez zawahania, weszłem w niego. Harry cicho jęknął , kiedy tylko weszłem się w niego prawie cały, przyciągnął mnie do siebie bliżej i namiętnie pocałował Kiedy pieprzysz osobę, na której ci tak cholernie zależy, chcesz dać jej Gwiazdkę z nieba. A co dzieje się kiedy dodatkowo słyszysz słowa szeptane ci wprost do ucha : - Oh tak, louis. tak .. Ahh. Boże szybciej. Ahhh,.: wtedy nakręcasz się jeszcze bardziej,twoje ruchy stają się głębsze i szybsze, starasz się dać tej osobie wszystko, chociaż sam czujesz że nie dajesz już rady. Tak właśnie było z nami. Ja starałem się jak najbardziej, choć sam czułem że zaraz skończę. A Harry .? Hazz poddawał się uczuciu, największego orgazmu jaki przeżył. Z godnie z moimi słowami , Wił się i krzyczał. Nie zwracając uwagi na sąsiadów i dzieci biegające po naszym podwórku. Przeklinał i sapał. Nic nie stanowiło dla niego przeszkód.
-Looouiss... do..cho dzę. - wyjęczał chłopak, a juz chwilę po tem leżałem koło niego napawając się, najlepszym dojściem w życiu. Na moim brzuchu rozlana była ,biała maź którą w ciszy wycierałem palcami.Oboje leżeliśmy cicho, starając się, opanować niewymiarowy oddech, i  to niesamowite uczucie wypełnienia.
- Częściej musisz miewać złe dni. - wysapał Harry.
-haha, tak . Zgadzam sie. To co może jeszcze coś na polepszenie tego okropnego dnia.?
- Boże , jestem wykończony . Nie dam  rady jeszcze raz...
- Ty debilu ! Tylko sex ci w głowie - zaśmiałem się , waląc chłopaka , w ramie.- chodziło mi o jakąś kolacje.- zaśmiałem się, podnosząc swoje ciało na łokciach.
- Aaa. Bardzo chętnie , skarbie.- powiedział loczek, przybliżając do mnie swoje usta, po czym bez wahania wpił się w nie.
-Kocham cie Hazz.
- Ja ciebie też Lou.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Louis :D

Poczułam przyjemny dreszcz , przez co moje ciało, gwałtownie przewruciło się na drugi bok łóżka. Z uśmiechem na twarzy , uchyliłam powieki i gdy tylko, moje oczy obleciały pokój , mina mimowolnie mi zrzedła. Nie z powodu, zimna, czy choć by jego - nierozgarniętego - wyglądu. Mój brak, humoru wywołały wspomnienia z przed wczorajszej nocy. Podejrzewam że nie wiecie o co chodzi. Tak.? A więc zapraszam na szybki skrót :

Jestem ( T.I) (T.N) , mam 17 lat. Urodziołam się w bardzo zamożnej rodzinie. Więc nie zdziwi was za pewne fakt że moi rodzice, raczej nie mieli dla mnie czsu. Już od najmłodszych lat, wychowywały mnie niańki. Zaczęło się od Aleksandry Watson, kończąc na mojej ulubionej : Patrishii Wiliamson. Ona była dla mnie jak przyjaciółka, z wyjątkiem tego że zawsze chodziła za mną, i robiła wszystko co chcę . nigdy nie zmuszała mnie do czegoś na co nie miałam ochoty,  za co w sumie ją lubiłam. Ale wracając do piątku, właśnie przedwczoraj wszystko w moim życiu troszkę się popsuło. A dokładniej Pani Wiliamson, została zwolniona. Tak właśnie ZWOLNIONA !. Co najlepsze nie dlatego że jestem juz prawie pełnoletnia, ale z racji tego iż, pokłuciła się ona z moją mamą. Dziwi mnie że  noga mojej rodzicielki  w ogóle zawitała do domu. Nie to, że mam coś do swojej mamy. Była nawet dobrą kobietą, ale nie często dało ją się zobaczyć, w naszej willi. Zawsze była gdzieś poza krajem, lub siedziała właśnie w samolocie razem z miom ojcem. Mimo tego strasznie ją kocham. Jednak jej cierpliwość chyba się skończyła, ponieważ nie patrząc wcale na to co zrobi teraz Patrischia, Matka po prostu wywaliła ją z domu. Zastępując jej osobę ni jakim :Louisem Tomlinsonem. I mimo zapewniej mojej rodzicielki , wątpiłam że polubie tego gościa. A właśnie dzisiaj wypada dzień, w którym, ma się pojawić, mój "służący".

19 czerwca, niedziela :D :
- ehem. No wiem mamo! Dobrze będe miła, obiecuje. Na prwde się postaram. No papa. - porzegnałam się z (I.T.M) , odsunęłam telefon od ucha, wciskając zieloną słuchawkę. Ponownie rozłożyłam sie na kanapie, biorąc w rękę , pódełko z lodami. Za nie całe 20 minut, miał przyjść, Louis, mimo złożnonej mamie obietnicy, nie specjalnie cieszyłam się z jego przyjścia. Prawą dłonią sięgnęłam, po pilota, przełanczając, szybko kanały, w poszukiwaniu, jakiegoś ciekawego serialu. Pustki. No ale czego można się spodziewać po niedzielnym, popołudniu. Ze zrezygnowaniem, odżuciłam od siebie pilota, maczając delikatnie łyżkę w zimnej mazi. Po nie długiej chwili, do moich uszu doszedł dźwięk, głośnego dzwonka.
- Już ide ! - krzyknęłam, podnosząc się mozolnie z kanapy. Przebiegłam długi kotytarz mechonicznie zatrzymując się przy drzwiach. Dleikatnie obiełam dłonią klamkę, i z penością pociągnęłam ja w dól. Na schodach stał dośc przystojny chłopak, w brązowych, całkowicie roztrzepanych włosach, i szaro- niebieskich oczach które mimo tańczących iskierek, mroziły samym spojrzeniem.
- Eee, Townstreet 90 210 ? - zapytał nie pewnie, wpatrując się w zapisane na swojej kartce notatki.
- Tak. - powiedziałam , pewnie wpatrując się w stojące za szatynem walizki. - a cos się stało.?
- Nie raczej nie. Ale czekaj to ty jesteś (T.I) ? - dopytywał, nadal wyczywując treść z kartki.
- No tak to ja...
- Ah. to świetnie - uśmiechnął się uroczo robiąc krok w stronę mieszkania. - Jestem Louis . - dodał stając na przeciwko mnie. Boże czy to ten Louis Tomlinson. To na pewno On.? Nikt mnie wcześniej nie uprzedził że będzie on ode mnie starszy o zaledwie 3 może 4 lata.  Myślałam że ten którego wynajęła moja matka , będzie ... no nie wiem ... Starszy. Nie dość to nikt nie wspomniał że będzie on taki ... ładny.
- Louis Tomlinson.? - zapytałam , w odpowiedzi chłopak twierdząco pokiwał głową . - Eee, No to prosze . - powiedziałam, uchylając drzwi , i wpuszczając niebieskookiego do środka.
- Ładnie tu. - odparł, przyglądając się uważnie karzdemu szczegółowi w domu.
* Godzine później, rozpakowując Lou* - Pff. sądzisz że poradzisz sobie lepiej niż ja.? - zapytałam kpiąco, wkładając do szafki jedną z koszulek Louisa. - Raczej wątpie..- Haha. Ty: rozpuszczona nastolatka, ma sobie poradzić w domu lepiej niż doświadczony Mężczyzna.- powiedział, śmiejąc się gardłowo. Własnie pomiędzy nami, wywołała się dość zabawna kłutnia, polegająca na tym że osądzaliśmy kto lepiej poradził by sobie w domu.- pozatym jestem prawie pewien, że bys sobie nie poradziła, myślisz że po co twoja mama miała by zatrudniać mnie do pomocy, z pewnością że sobie poradzisz . Hmm.?
- Uwierz mi poradziła bym sobie i bez ciebie..
- haha. Nie wierze.
- Okej .  Zakład .? - zapytałam wyciągając pred siebie dłoń. - Jeszcze tydzień nie ma moich rodziców, przez ten czas będe musiała sobie robić śniadania, składać łóżko, robić pranie... Co o tym myślisz.?
- Zgoda. - powiedział , melodyjnym głosem, łapiąc mnie za rękę . - zaczynamy od jutra , aż do następnego poniedziałku.
- Przegrasz Tomlinson . -odparłam, biorac do ręki kolejną koszulkę.
- Jeszcze się okaże.
*24 czerwca , piątek.*
Wiecie co musze wam powiedzieć, że na prawde straszni polubiłam Lou. Przez te pięć dni , bardzo sie do siebie zbliżyliśmy, a ja jak na razie bez problemu radziłam sobie z zakładem. Mimo że to ja miałam robic wszystko za chłopaka, on tez nie chońbił pomcom. Robiłam nam śniadania, Louis obiady a wspólnie tworzyliśmy kolacje. Podzieliliśmy się też innymi obowiązkami. Jednak ten tydzień na prawde nie był poświęcony samej pracy. Na przykład w trakcie odkurzania dywanów, mycia okien i robienia prania, najczęściej towarzyszyła nam muzyka, do której z zapałem tańczyliśmy. Czasami podczas,zamiatania, Lou udawał gwiazdy i zaczynał śpiewac różne piosenki, pokazując przy tym jak wielki posiada talent.
"Chyba na prawde myliłam się co do niego. " - pomyślałam, podrzucając na patelni, sporych rozmiarów naleśnika. Rozłożyłam ro na talerzu a kolejną porcje nalałam na podgrzany olej. Z dolnej szafki, wyciągnęłam , dwa białe talerze. rozkładając je na stole kontem oka zauważyłam , wchodzącego do kuchni szatyna. Był tak pochłonięty, pisaniem czegoś w telefonie, ze nawet nie zauwarzył mojej obecności.
- Witam Pana ! - powiedziałam, na co chłopak lekko się wzdrygnął.
- Dzień Dobry szkrabie - odparł po chwili po czym ucałował delikatnie mój policzek.- Mmm. Nie kuść .
- Czym ja cię znowu kusze .? - zapytałam rozbawiona. Chłopak stanął za moimi plecami, oplatając swoje ręce wokół mojej talii, i kładąc swój podbrudek w zagłęgieniu szyji,westchnęł cicho.
- Wszystkim. Wyglądem, ruchami, zapachem, słowami. - mówił, kierując się wolno w stronę stołu, z kąd *nadal obejmójąc moje liche ciało* , zwinął jednego ze zrobionych naleśników.- Mmm. A wiesz co jest najfajniejsze.?

- Hmm?
- To , że moje podniebienie kolejny raz dostaje orgazmu, przez twoje śniadania.- odparł obracając mnie, twarzą do siebie.
- Uważaj żeby to było tylko podniebienie.- powiedziałam zmysłowo łapiąc za pasek jego spodni.
- Uu. sugerujesz coś , kankretnego.?- zapytał powoli zmniejszając dystans między nami. jego wargi lekko sie uchyliły, przez co mogłam poczuc na swojej skórze jego ciepły oddech. Przez moje ciało przeszło milion dreszczy kiedy, wślizgnął swoje zimne palce pod moją cienka koszulkę. Chłopak wykorzystał chwilę mojej nie uwagi, ponieważ momętalnie poczułam jego wargi na swoich własnych. Od subtelnego pocałunku, zaczęła sie prawdziwa wojna. Jezyki tańczyły ze soba powolny taniec a miażdźące się usta, walczyło dominację. Szatyn delikatnie, napierał na moje ciało, prowadząc je aż do blatu, gdzie jednym ruchem usadzilł mnie na nim, stając pomiędzy moimi nogami. Tą nisamowita chwile przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu.
- Nie odbieraj- wyszeptał Louis po między pocaunkami. Z niechęcią odsunęłam się od chłopaka, obrzucając go prpraszającym spojrzeniem, po czym zeskoczyłam z blatu. Przeszłam szybko, korytarz podążając w stronę dochodzącego dźwięku. Kiedy doszłam do salonu, chwyciłam w rękę telefon i nie patrząc na numer, wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Słucham.? - zapytałam , ocierając ręką, zpierzchniałą wargę.
- Dzień Dobry Kochanie.- usłyszałam głos mamy w telefonie, która widocznie  tryskała radością.- mam dobre i dobre wieści , więc które pierwsze.?- zapytała, a po drugiej stronie usłyszałam jej cichy śmiech.
- eem. No nie wiem... - zaśmiałam, się udając, zamyśloną . - może najpierw te dobre.
- Okej, więc, Ogłaszam ci że wrócimy , jutro po południu, co pozwoli nam spędzić z tobą więcej czasu.- odparła radośnie.- A te drugie to takie że postanowiłam , jednak ponownie zatrudnić Panią Williamson. Fajnie .prawda .?
- Że co .? - zapytałam, a raczej wykrzyczłąm , przerażona. - jak to ? Trish ?
- Normalnie. Nie cieszysz się .? przecież sama mówiłąś że nie zniesiesz więcej niż minuty z Tomlinsonem ,a teraz nagle nie jest ci to na ręke.?
- Ale ja nie chcem Trish ja chcem jego.! - mówiłam nadal nie wiedząc jak na to zareagować.- Ja chyba , go ....
- Kochasz .? - zapytała nie pewnie rodzicielka. Nie wiem czy mi się zdawało czy w jej głosię na prawde słyszałam, nadzieję. Sama nie wiedziałam czy go kocham. te 5 dni na prawde dało mi do zrozumienia że jest on na prawde cudowny, a ten pocałunek tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że coś do niego czuje.
- Kochanie.? - zapytała ( I .T .M) , nie dostając przez dłuższy czas odpowiedzi.
- tak mi sie wydaje....- powiedziałam , nie pewnie, łapiąc się w zakłopotaniu za głowę. Po drugiej stronie słuchawki, usłyszałam donośny pisk który mógł oznaczać tylko jedno . Ucieszyła się .
- Powiedziałś mu .? Boże od razu wiedziałam że coś z tego będzzie.
- nie nie powiedziałam, i raczej wątpie że on to odwzajemnia. - powiedziałam spoglądając w stronę, wejścia do salonu. W śroku przejścia stał, Louis. Miał ręce włożone głęboko w kieszenie i z uśmiechem wpatrywał się we mnie. - Musze kończyć - odparłam , przygryzając lekko wargę.
- A co stoi koło ciebie .? -zapytała podejrzliwie, zciszając głos.
- Mamo - jęknęłam, z wyrzutem. - tak stoi.
- Aa. to nie przeszkadzam. tylko grzecznie tam !- już chciałam coś powiedzieć , jednak nie zdążyłam,ponieważ , kobieta rozłączyła się. Odłożyłam telefon na mały stolik,  i niepewnie spojrzałam na Louisa. Chłopak wolno zaczął zbliżac się w moją stronę. A moje serce z każdym jego krokiem zaczęło bić mocniej. Szatyn delikatnie obiął, dłońmi, moją twarz i złożył na ustach subtelny pocałunek. Nawet na taki mały dotyk reagowałam tak silnie. Moje kolana mimowolnie stały się, miękkie, a w podbrzuszu, zaczęły latać znajome mi motyle.
- dlaczego to robisz .? -zapytałam po skończonym pocałunku .
- Bo cie kocham.

----- WAŹNE------


1. Przepraszam za błędy ale pisanie po nocach nie służy nikomu :P
2. Nie mialam pojęcia jak skończyć :P
3 To jest beznadzieja, brak weny się kłania :c

niedziela, 16 czerwca 2013

Zayn : 2 Cz. *.*

- Powodzenia na kartkówce... kochanie- powiedziałam, i machnęłam teatralnie włosami. Jak najszybciej zaczęłam, iść w stronę małej grupki dziewczyn, błagając o to żeby Zayn nie zareagował agresywnie.
***
-Dobrze, odkładamy karteczki.- powiedziała zadowolona z siebie nauczycielka. W całej klasie rozległ się dźwięk uderzających o ławkę długopisów. Podopieczna a zarazem ulubienica pani, przeszła się szarmancko po klasie, zabierając wszystkim, kartkówki, po czym sama spoczęła na swoim miejscu.

- A więc dzisiejszy temat brzmi "Własne... - nie dokończyłam słuchania, ponieważ o moją ławkę, obiła się biała, pognieciona kartka. Na pięcie rozejrzałam się po klasie, napotykając wzrok Malika. Chłopak ruchem ręki pogonił mnie do przeczytania, liściku. Zgodnie z jego myślami, zaczęłam powoli odwijać skrawek papieru, starając się być jak najbardziej cicho.

* Co to miało być .? *.

Bez zastanowienia spojrzałam na Malika, po czym posłałam mu niewidzialnego buziaka , specjalnie zwracając na siebie uwagę jego dziewczyny. Niska brunetka, spojrzała na mnie z oburzeniem po czym skierowała piorunujące spojrzenie Zayn'owi. tak szczerze nie wiedziałam co we mnie wstąpiło, czemu w ogóle to zrobiłam. Wiem tylko, że to będzie moja najlepsza zemsta. Jednak z pewnej racji bałam się tego, że zepsuję związek Zayn'a i Trisch. Nie chciałam tego, ale nie poddam się tak łat...
- Panno (T.N) , nie sądzi pani, że warto by było, skierować się na przerwę. Cóż nie przeszkadzasz mi ale, uwierz mam o wiele lepsze zajęcia.- wyrwała z irytowana nauczycielka, przypominając mi o dzwonku.Tak szczerze , to sama byłam zdumiona , tak szybkim przebiegiem tej lekcji. Wkońcu dopiero co pisaliśmy temat, Ale cóż.
- Ymm, tak już idę. - potrząsnęłam głową, przyciągając do siebie choć garść zdrowego rozsądku. Podniosłam się z krzesła, wpakowując swoje książki do torby, i kiedy tylko obróciłam się w stronę drzwi, zobaczyłam , przy nich lekko pod denerwowanego Mulata. Podeszłam do wyjścia, starając się zręcznie ominąć, chłopaka. Jednak on sprytnie mi to utrudniał.
- Panie Malik, ja na prawdę nie mam na to czasu , proszę nas przepuścić . -  powiedziała, zirytowana nauczycielka, która przyglądała , się naszej walce, o przejście.
- Ależ , proszę pani, Czy mogła by pani, dać mi klucze od sali, ja ją zamknę i za pięć minut przyniosę, je do gabinetu.- zapytał błagalnie Zaayn, wyciągając przed siebie rękę. - Proszę.?
Pani. Wate, westchnęła ciężko, i ze zrezygnowaniem podała chłopakowi kluczyki. Zayn przytrzymał mnie , a sam, przepuścił, nauczycielkę w drzwiach. Od razu po jej wyjściu szczelnie zaklinował wyjście.
- Co ci do cholery odbiło.?- powiedział zdenerwowany, patrząc wyczekująco.
- Nic mi nie odbiło, to jest zemsta.
-Jaka znowu ....?? Za co .?
- Ach co .? czyli Zayn Malik , sławny w szkole Mistrz piłki nożnej, Może przez dwa lata, uprzykrzać życie jakiejś głupiej idiotce, a ona nie może nawet raz , pokazać mu co to znaczy, zacząć żałować.? Hm. ?
- Przestań, nie mów tak. - Zaprzeczył , drastycznie odwracając wzrok.
- Jak.? Może powiesz mi po jaką cholerę robisz to wszystko .?! - nagle , niespodziewanie wybuchłam, do moich oczu wlewały się już sporych wielkości łzy, a mój głos z każdym słowem załamywał się coraz bardziej. - Przypomnij sobie jak przez 3 lata, nie dawałeś mi żyć , pamiętasz, jak co rano mieszałeś mnie z błotem.? wiesz jak się czułam.? - Spytałam ocierając lecące mi po policzkach łzy.
- Ale to było dla twojego dobra. - powiedział, cicho, niemal nie słyszalnie.- ja starałem się robić to jak naj lżej, nawet nie wiesz jak często mam do siebie wyrzuty...
- No to po co to robisz.?!
- A pomyślałaś może kiedyś o tym, że taki ktoś jak ja mógł by się zakochać, większość dziewczyn, z którymi byłem nic dla mnie nie znaczy. One pomagały mi tylko, zapominać . Wiesz dlaczego cię męczę.? to wszystko dla twojego dobra. kiedy dostałem się do drużyny na początku roku, podsłuchałem rozmowę josh'a i większości innych graczy!. Jak co roku wybierali sobie ofiary , Jandą z nich byłaś ty. Już wcześniej wiedziałem, że oni są nie obliczalni. Mogą zrobić wszystko, i żeby cie chronić , zgłosiłem się ,do ciebie, miałem być twoim męczennikiem . Starałem się wymyślać jak naj mnie bolesne żarty, wiesz po co .?! Bo nie zniósł bym gdyby stała ci się krzywda! Bałem się o ciebie .! Tak cholernie się bałem. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak często mam po prostu chęć do ciebie podbiec, pocałować , i wykrzyczeć wszystkim do okoła, ze cie kocham ! Ale nie mogę tego zrobić , bo wiem że zostanę wyśmiany. I To nie przez innych , tylko przez najbardziej wartościową mi osobę . Przez Ciebie.!
- Ale Zayn ja...
- Nie mów nic ! - powiedział, po czym do słownie wybiegł z klasy. Nie wiedziałam co o tym myśleć, przecież nie raz mówił mi że mnie nie nawidzi . Czy on mówił prawdę .? A może po prostu chciał mnie spławić .? nie to nie dorzeczne....
Jak osłupiała stałam w środku klasy, przyglądając się , drewnianym drzwią , przez które kilka sekund temu, wybiegał zayn. Co mam zrobić.? .

xxx

Przez kilka kolejnych dni Zayn nie pojawiał się w szkole, widziałam go jedynie na próbach. Ale tam mimo moich starań, chłopak unikał rozmowy. Kiedy tylko nasze spojrzenie się krzyżowały, w jego oczach widziałm, ból. Poza tym nic mu nie wychodziło, nie mógł nawet dobrze zaśpiewać. A usprawiedliwiał się chorobą, i obiecywał że do przedstawiienia się wyleczy.
- Dobrze na dzisiaj kończymy , macie jeszcze tydzień, szczegulnie ty panie Malik, na próby, i solidne nauczenie się tekstu. jak na razie jest świetnie.- powiedziała, pani Brook's, cicho podeszłam do bruneta, stając z nim ramie w ramie, po czym nie śmiało złapałam go za ręke, nadal wpatrując się uważnie w nauczycielkę. Chłopak uniusł swoje ciemne tęczówki, z zaciekawieniem wpatrując się we mnie, po czym skierował swój wzrok, na nasze splecione palce.
- Musimy pogadać - szepnęłam, wodząc wzrokiem spuszczoną twarz bruneta. Zayn , drastycznie zbladł, puszczając powoli moją dłoń. - Nie możesz od tego uciekać.
- Nie chcem , prosze (T.I) zapomnij o tym.- powiedział, cicho przeczesując swoje czarne włosy.Do moich uszu dobiegły, słowa nauczycielki oznajmia konieć próby. Zayn, szybko zabrał swoją rękę, z mojego uścisku i podbiegł do swojej torby. Bez większego zastanowienia, opuszczając sale.
- Zayn Poczekaj. !- krzyknęłam, biegnąc za nim. Chłopak nie zwalniał, jednak ku mojemu szczęściu, na zakręcie wpadł na kilku gośći. Szybko dobiegłam , do miejsca "wypadku" i pomogłam wstać wszystkim, 3 chłopakom. Louis i Max, jak najszybciej usuneli się z korytarza,a ja pociągnęłam, Zayna za kołnież i brutalnie , przybiłam go do ściany.
- możesz mnie posłuchać .- powiedziałam groźnie patrząc na oszołomionego Malika.
- Po co żebyć mi powiedziała, że nic z nami nie będzie, nie ? może chcesz mnie wyśmiać ? Bo jak głupi musiałem ci o tym powiedzieć. ? Tak no to bardzo prosze. - powiedział zdruzgotany, patrząc na mnei swoimi , szaro-brązowymi oczami.
- Zayn - westchnęłąm, puszczając trochę luzu między moją dłonią a jego ciałem. - To nie tak. Właśnie to ty źle zareagowałeś. Bo ja ... ja chyba... To znaczy na pewno, i wiedziałam to już wcześniej ale.. No ja cię . Ko- kocham.- wykrztusiłam, niezrozumiale patrząc, nie pewnie na reakcję Malika. Chłopak rozszeżył, delikatnie usta. A jego oczy były teraz niczym dwa małe talerze. Gdzieć , między zaskoczeniem i nieświadomością, mogłam dostrzec, małe iskierki, które z sekundy na sekundę, stawały sie coraz śilniejsze. - Kocham Cie. - powturzyłam niemal bez głośnie. Brunet, powoli zbliżył swoje ręce do mojej talii, lekko przyciągając mnie do siebie, jak by nadal bał się odrzucenia. Jego malinowe usta, mimowolnie się rozszeżyły, a ciepły oddech owinął moja skórę. Miarowo pokonywaliśmy, dystans między nami. Aż nadszedł ten momęt. Nasze usta lekko pieściły się na wzajem, a języki , odgrywały walkę o dominację . Było cudownie. Był taki delikatny a zarazem stanowczy, i nie pokonany. Jednak ta wspaniała chwila został nam przerwana , przez nie ogo innego jak samego Josh'a .
- WoW. Malik, taki Mistrz obściskuje się z jakąś głupią Kujonicą. ? Tego się nie spodziewałem.- powiedział wścibsko, chłopak, przybliżając się do nas. Drastycznie zabrałam obie dłonie z szyji Zayna, odsówając się na większą odległość. - Następna zaliczona, trafiłeś Malik. - dodał łapiąc delikatnie moje biodra.Mimowolnie odskoczyłam.
- Odwal się od niej ....

piątek, 14 czerwca 2013

Zayn 1 *.*


-Zabije cie jak  stąd wyjdziemy ! - ponownie usłyszałam krzyk,zdenerwowanego Malika.
- Ty mnie zabijesz? przypomnę ci że to nie ja cie wepchnęłam do fontanny. W ogóle po co ja tu siedzę, przecież nic nie zrobiłam. -powiedziałam zakłopotana, patrząc uważnie,na chłopaka. Między nami zapadła cisza po chwili przerwana cichym dźwiękiem otwieranych drzwi. Wejście lekko się uchyliło,a do klasy weszła pani Brooks.
-Proszę usiąść , Panie Malik.- Powiedziała srogo, na co chłopak niechlujnie oparł się o ławkę. - Więc tak, wiem że powinnam was teraz tutaj zostawić w ramach kary, ale mam o wiele lepszy pomysł.- Dodała , radośnie klaszcząc w dłonie.
-To znaczy.? - zapytał zniecierpliwiony zayn, krzyżując ręce na piersi.
- To znaczy, że będziecie śpiewali jako przedstawiciele naszego chóru, podczas wielkiego przedstawienia.
- Że co .?! - niemal krzyknęłam zwalając z ławki, kilka zeszytów. - Ale ja nie...
- Nie ma żadnych ale, śpiewacie jutro 8.00 Na próbie . A teraz do widzenia.I bez gadania!  - powiedziała przeczesując swoje, czarne włosy.
- I widzisz co zrobiłeś Idioto ! - krzyknęłam na cały głos.
- Co ja zrobiłem ? chyba co ty zro...
- Nie obchodzi mnie to .- przerwałam chłopakowi - Jutro przed szkołą, 7 .30 . Proszę przyjdź. - odparłam nieco błagalnym głosem, i mijając chłopaka skierowałam się w stronę domu.
xxx
Zdenerwowana weszłam do mieszkania, rzucając gdzieś w kąt, swoją torbę. Z przyzwyczajenia moje nogi powędrowały w stronę kuchni, gdzie postanowiłam , przygotować sobie kolacje. Było już dość późno a z racji tego że jutro muszę wstać wcześniej niż zwykle, postanowiłam położyć się szybciej. Mimo wielkich chęci nie mogłam zmrużyć oka. za każdym razem gdy tylko zamykałam powieki, widziałam przed sobą obraz siebie w obcięciach , mulata. Okropność . Po wielu nie powodzeniach wreszcie udało mi się   uniknąć, okropnego widoku i spokojnie zasnąć.

*le 7.00 xD

Powolnie otworzyłam oczy, słysząc dokuczający mi dźwięk dzwonka. Z niechęcią chwyciłam w dłonie telefon, który w mgnieniu oka ucichł. Przekręciłam swoje obolałe ciało, w stronę końca łóżka, przez co z hukiem wylądowałam na ziemi.
- Choleraa- syknęłam , łapiąc się za bolące biodro. Długo prowadziłam ze sobą, walkę między wstaniem a zostaniem , na tej - jak na mój psychiczny stan - wygodnej podłodze, jednak przypominając sobie dzisiejsze plany, od razu zerwałam się na równe nogi. Bez zastanowienia, poszłam do łazienki, biorąc ze sobą wcześniej przygotowane rzeczy . Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się  i lekko umalowałam. Wychodząc z łazienki, nie skierowałam się do kuchni bo z doświadczenia wiedziałam że jedzenie zajęło by mi zbyt dużo czasu. Chwyciłam w rękę jedynie małe jabłko, i zakładając na stopy Convers'y, wyszłam z domu.
Mimo wczesnej pory, uliczki londynu , były wypełnione po brzegi. Biznesmeni, matki, narzeczone. Wszyscy ci ludzie nieszczęśliwie zabiegani. Nie spotyka tu się często osób siedzących spokojnie na ławkach , czy choć by przytulających się do siebie. Nie. Po prostu to miasto do tego nie dopuszcza, wszyscy przecież za czymś gonimy. Kidy tylko zbliżałam się do wielkiego białego budynku, z jego środka, dało się słyszeć lecącą muzykę. Bez większych obaw, pchnęłam karmelowe drzwi, kierując się na sale gimnastyczną. Ku mojemu zdziwieniu, w środku było już sporo osób, w czym Też Zayn. Sprawnie przemknęłam po między kablami, głośnikami i różnymi sprzętami nagłaśniającymi, podążając w stronę opartego o pianino chłopaka .
- jestem. - odparłam bez entuzjazmu, opierając się dłonią o instrument.
- Jak dobrze.- odparł chłopak równie ekscytującym tonem.- masz tu tekst. Musimy się go nauczyć, to nasza piosenka.
- Emm okej. - powiedziałam śledząc wzrokiem czarne literki. Po chwili do sali wbiegła zdyszana nauczycielka.
- Przepraszam dzieci, Ale jak wiecie Londyn ,to całkiem zabiegane miasto. - Uśmiechnęłam się na dźwięk jej słów, przypominając sobie moje dzisiejsze wymysły o dokładnie tym samym. Słyszałam ciche mamrotanie słów piosenki, które wydobywały się z ust Zayn'a , oby dwoje usiedliśmy na ziemi powtarzają sobie melodie i słowa, piosenki. Wokół , nas kręciło się dużo osób , jedni przestawiali sprzęt, drudzy dekorowali salę , trzeci po prostu wyrabiali sobie sztuczne tło udając że uważnie powtarzają sobie teksty. Kiedy czytałam właśnie ostatnią zwrotkę, pani Brooks ogłosiła, ze za pięć minut mamy być gotowi. Razem z Zaynem wstaliśmy z podłogi otrzepując przy tym ubrania i jak profesjonaliści stanęliśmy, obok siebie, czekając na resztę ludzi.
- A więc zaczniemy od głównego wokalu, (I.T) i Zayn . Proszę. - zgodnie ze słowami nauczycieliki, z głośników zaczęła lecieć muzyka,(To zaczęlo lecieć :3 ) a mnie samą porwało śpiewanie.

Suddenly my choice is clear I knew when only you and i were stading here...
 Tuż przed następną zwrotką, chłopak oplutł delikatnie ręką moje biodro, tym samym kręcąc kółka w okół własnej osi.

And Beautifoul, Is all I see, is only you I know is true, it has to be...

zanim zdążyłam się zorientować moja kartka leżała gdzieś na ziemi , a ja sama tańczyłam w parze z malikiem . Musze przyznać że ma on na prawdę ma świetny głos i nie ważne jak bardzo go nienawidze , to teraz na prawdę dobrze mi się z nim śpiewało. Kidy piosenka się zakończyła, moja głowa wrzuciła do całkowitej normy i znów mogłam zwyczajnie pomyśleć. Byłam teraz z nim tak blisko, nasze twarze niemal że się stykały, a ciała przylegały mocno do siebie.
- Brawo , Brawo , Brawo - krzyknęła zachwycona nauczycielka, przerywając nam naprawdę cudowny moment. - Było świetnie. Po prostu cudownie. Powiem wam że tutaj główni bohaterowie się pocałują, ale ja postaram się to jakoś zmienić . Ułatwić . - dodała ocierając spływające jej po policzkach łzy.- Było cudownie , cudownie, cudownie- powtarzała samo do siebie,  wracając do wespół prowadzącej.
- Yyym . - chrząknęłam , szturchając chłopaka.
- przepraszam. - powiedział zakłopotany, puszczając mnie ze swoich obcięć.
- Nic się nie stało . - uśmiechnęłam się .
Na całej próbie zleciało nam jakieś 2 godzinki, przez co zwolniono na z dwóch pierwszych lekcji. Jednak to na darmo, czemu .? Cóż i tak kiedy tylko stąd wyszliśmy, musiałam wrócić do nauki. Następną lekcją była nienawidzona przeze mnie Geografia. Od razu po dzwonku skierowałam się w stronę szafek , skąd wyciągnęłam Zielony podręcznik. Bez większego namysłu przystanęłam tuż pod ścianą klasy i otworzyłam, książkę na stonie 69 . Moje starania poszły na marne ponieważ, już chwile potem moja książka leżała, wytrącona mi z rąk, na ziemi.
- Oj przepraszam idiotko. - powiedział rozbawiony Malik. Chłopak zaczął się śmiać a jego cudowna paczka, z radością przybijała mu piątki. "Nie dam sobą pomiatać" - pomyślałam , po czym wpadłam na pewien pomysł.
- nic się nie stało skarbie. - powiedziałam , zmniejszając dystans między nami. Chwile po tem moje usta pieściły wargi z szokowanego zayn'a .Pocałunek, trwał może kilka sekund. No może minut, ale i tak było dość ... przyjemnie . Co co ja gadam .?! Było nie mal obłędnie , jego zarost lekko drażnił moją brodę, a język zachłannie wbijały się w moje usta, kiedy ręce nie zahamowanie sunęły w górę i w dół, po ścieżce na moich plecach. Do moich uszu dobiegł dźwięk donośnego dzwonka, przez co z głośnym mlaśnięciem oderwałam się od chłopaka. Odruchowo zabrałam dłonie , z jego karku, po czym spojrzałam na niego przerażona, on sam nie ukrywał zdziwienia, tą sytuacją. Musiałam jednak dokończyć swoją robotę.
- Powodzenia na kartkówce... kochanie- powiedziałam, i machnęłam teatralnie włosami. Jak najszybciej zaczęłam, iść w stronę małej grupki dziewczyn, błagając o to żeby Zayn nie zareagował agresywnie.

 xxx


Pierwszy imagin ! WoW . ! Mam nadzieje że komuś się podoba :33 Postaram się zrobic szybko 2 Część :*


/Horanowa :* 

Hej Hej Hej :* !


Dzień Dobry Wszystkim :3


Ten blog będzie poświęcony naszym idolom.
Powstał on z powodu mojego nie wyżytego mózgu w którym , kumulują się różne historie, ( Te lepsze i te gorsze -.- ) Mam nadzieje że , coś z tego wyjdzie i że kto kolwiek zainteresuje się tom 
stronką  :3  




Dziękuje za wszystko :*

/ Horanowa :*