wtorek, 6 sierpnia 2013

Lou cz.1 ♥

-Dobrze więc, na dzisiaj kończymy . Teraz oddam wam wasze zaległe sprawdziany - usłyszałam głos Pana Marwina, który trzymał w ręce stertę kartek.- powiem tylko że nie jestem zbyt zadowolony, ponieważ prawie połowa nie poczyniła postępów w dalszej nauce, a jak wiecie jeszcze jeden tak napisany sprawdzian i będę zmuszony was oblać- kontynuował wypowiedz przechodząc koło ławek i kładąc na ich rogu po dwie kartki. Kiedy tylko na moim stoliku pojawił się nie wielki skrawek papieru , od razu chwyciłam go w dłonie. Przez chwile nie otwierając oczu siedziałam przed kartką , modląc się przynajmniej o 4- . Niestety na daremne .
- Co ?! - podniosłam rozgoryczony głos, kiedy przed moimi oczami pojawił się obraz, napisanej na czerwono 2. Z zażenowaniem opadłam głową na ławkę co spotkało się z wielkim bólem przeszywającym moją głowę.
- Spokojnie (t.i) - usłyszałam pocieszający ton mojej przyjaciółki.
-Jak mam być spokojna , skoro oblałam już kolejny test. - wysyczałam przez zęby , na co Diddy zrobiła bardzo chłodną minę. Wiedziałam że ona dostała piątkę. Zresztą ona zawsze ja dostaje od pana Marwina. A co najlepsze z głupim uśmieszkiem mówi że matematyka jej sprzyja, choć i tak każdy wie że to nie o to w tym chodzi. Ona po prostu miała jakiś chory układ z nauczycielem , i wiedziała że nikt jej w tym nie przeszkodzi . W końcu jest córką dyrektora. Westchnęłam z bólem i ponownie opadłam głową na ławkę. Wiedziałam że jeszcze jeden taki sprawdzian i nie zaliczę matmy , co wiąże się z tym że nie zdołam przejść do następnej klasy.
- Panno (t.n) - usłyszałam poirytowany angielski akcent, tego chorego psychola.
- Słucham panie Marwin .- zmusiłam się na miły ton , z trudem podnosząc się do normalnej pozycji.
- Pewnie masz świadomość ,że już nie długo ważny sprawdzian z całego roku. Prawda ? - zapytał , lecz nie czekając na jaką kolwiek odpowiedź , kontynuował. - Chciałbym ci w jakiś sposób pomóc nadrobić te straty, i mam dla ciebie propozycje. - z zaciekawianiem spojrzałam, w twarz trzydziestolatka , dając mu znak żeby nie przestawał mówić . - Więc chodzi o to że, mój syn jest bardzo dobry w matematyce i mógł by ci pomóc.
- Ale jak to .? - spytałam zdziwiona. Po chwili zadzwonił dzwonek . W klasie rozległ sie szum , A pan Martin powiedział krótkie " do poniedziałku " i spokojnie poczekał aż uczniowie opuszczą klase. -Pana syn, miał by mnie uczyć .? - zaytałam patrząc jak grupka osób jako ostatnia opuszcza sale, zamykając za sobą drzwi.
- Tak. To była by dla niego przyjemność , a dla ciebie korzyść . Co o tym sądzisz .?
- Myśle, że to nie był by najgorszy pomysł, ale ja nie go nie znam .
- Uwierz mi (t.i ) , to miły dzieciak. jesteście w tym samym wieku . Pewnie się polubicie .- powiedział, z uśmiechem. To troche dziwne , wiedziałam że pan Matrtinm, ma syna, ale jeszcze nikt z nas go nie widział, Pan Martin nie pokazywał nam jego zdjęć , a kiedy pytaliśmy dlaczego mówił że po prostu ich nie ma.
- Yyy. Więc z chęcią .. - powiedziałam nie pewnie. - Mógł by przyjść jutro .? Albo nie .. jutro jest sobota pewnie coś robi. To może w poniedzi... - nie dokończyłam , bo już chwilkę potem trzydziestolatek przerwał mi.
- Nie spokojnie . Jutro na pewno bedzie mu pasowało - uśmiechnął sie, i napisał mi na kartce numer telefonu. -To telefon syna, dzwoń jak zmienią ci sie plany .
- Dobrze . Dziękuje panie Martin . I do zobaczenia. - pomachałam mu i w pośpiechu wyszłam z klasy. Przemierzyłam szkolny korytarz, i kiedy tylko doszłam do szatni, jak na złość okazała się zamknięta.
- Cholera - warknęłam sama do siebie i bez większego namysłu skierowałam się , w stronę schodów. Kiedy tylko miałam zakręcać w strone akwarium dla woźnych , nagle poczułam lekkie szturchnięcie, a już po chwili ciężko upadłam na ziemie.
 - Ałć . - usłyszałam ciche syknięcie , i z szeroko otwartymi oczami spojrzałam, przed siebie.
- Boże przepraszam - powiedziałam , szybko podnosząc sie z podłogi i podchodząc do chłopaka leżącego na ziemi .
- Haha, nic się nie stało - odparł nadal nie zmieniając nie zmieniając pozycji.
- NIe zamierzasz wstać ? - zapytałam lekko chichocząc, jedna nic nie wskazywało na to że ten chłopak miał jakieś chęci do jakiegoś ruchu.
-hmm, Nie . Nie spieszy mi sie .- powiedział radośnie -ale zamiast tego możesz położyć się koło mnie , wiesz w ramach przeprosin. - odparł klepiąc ręką miejsce obok siebie.
- Eee, nie wydaje mi się . Podłogi nie były myte już tydzień. - odparłam.
- Bleeeee . - niemalże krzyknął , podnosząc sie do pionu. - Czemu od razu nie mówiłaś ? - zapytał , wycierając swoją białą koszulkę.
- Oh , przepraszam umknęło mi - powiedziałam żartobliwie , na co brązowo włosy lekko się uśmiechnął .
- Jestem Louis - powiedział , wyciągając przed siebie rękę. Nie pewnie chwyciłam, jego dłoń, by po chwili jak oparzona odsunąć ją od niego.
-Kopiesz - powiedziałam masując, swoje palce, które aktualnie lekko drżały pod wpływem , prądu który przecisnął się od Louisa .
- Ja kopie .? Nie. Po prostu coś między nami zaiskrzyło. - odpowiedział z uśmiechem, na który po prostu nie dało się nie odpowiedzieć. - Wiesz moje oczy , spotkały twe oczy śliczne i poraziło nas to wyładowanie elektryczne - podrygiwał niespokojnie śpiewając tą zwrotkę pod nosem. jego zachowanie wywołało u mnie gromki śmiech. Moją chwile nie uwagi , wykorzystał Louis , który jak znikąd pojawił się u mojego boku , splatając ze sobą nasze palce i prowadząc mnie w szalonym tańcu. Pewnie musieliśmy wyglądać jak dwójka wariatów , tańczących na szkolnym korytarzu , ale tak na prawde nic się wtedy nie liczyło. Byliśmy tylko my , mój gromki śmiech i czarujący głos Louisa , który podśpiewywał pod nosem znaną mi piosenkę. W pewnym momęcie chłopak zakręcił mnie kilka razy i na sam koniec, przewiesił mnie przez swoją ręke , trzymając się twarzą bardzo blisko mojej. ( Coś w podobie tego ! )Nasze usta prawie się ze sobą stykały, a ja dopiero teraz zauważyłam jak niesamowity jest ten chłoapak. Jego oczy były szaro-niebieskie, przepełnione emocjami , w szczególności szczęściem. Jego włosy choć porozrzucane, wyglądały świetnie. Delikatna skóra na jego policzkach , którą pokrywał już dwu dniowy zarost , niemal krzyczała i błagała o dotyk. Cera idealnie współgrała z różem ust. Wszystko w nim było takie niesamowite. Powoli zbliżałam swoją twarz do twarzy chłopaka , kiedy nagle gdzieś w oddali usłyszałam znaczące chrząknięcie. Jak na zawołanie idealna twarz Louisa, oddaliła się od mojej, i powędrowała w góre schodów na których zobaczyliśmy panią sprzątaczkę i mojego nauczyciela. Pan Martin potrząsnął lekko głową i ze smiechem zniknął tuż za ścianą. Moje ciało odepchnęło się od Louisa , który spojrzał na mnie.
- nie przeszkadzajcie sobie skarbeńki - usłyszałam cichy głos pani Fleczer, która podobnie do mojego nauczyciela zniknęła nam z oczu.
- Chyba musze już iść - powiedział chłodno Louis, nie pewnie spoglądając na mnie.
- T..tak ja też chyba już pójdę- wyjąkałam, i kiedy już miałam zamiar odchodzić , chłopak złapał mnie za ramie i przyciągnął z powrotem . Nie pewnie sięgnął do torby nadal przewieszonej przez moje ramie i wyciągnął z niej mój telefon . Szybko wystukał w nim kilka cyferek i wcisnął zieloną słuchawkę. Po chwili usłyszałam dźwięk wibracji, która jak szybko przyszła , tak szybko się skończyła.
- Do zobaczenia (t.i) - powiedział brązowowłosy, podając mi do ręki mój telefon. Skąd znał moje imie .? Nim zdążyłam zapytać , chłopak zniknął z korytarza.
***
- Yhym .. tak mam jego numer.
- Supper ! Ale ostrzegam cie nie próbuj mi sie teraz zakochać , za niedługo masz ważny test.
- Tak wiem , mamo - jęknęłam do słuchawki. - Ale on był taki niesamowity , zabawny , miły , przystojny.. normalnie cud , miód i orzeszki...
- no to na co czekasz zadzwoń do niego !
- Przecież wiesz ze tego nie zrobię. Wstydzę się...
- Oj Kobietoooo  ! - przeciągnęła Diddy , dając mi znać że powinnam zadzwonić . - uwierz mi on na to czeka.
- Nie przesadzaj , On.? On mógł mieć każdą . 
- Jeszcze zobaczysz coś z tego będzie. A teraz do rzeczy ! czekałam na ciebie przed szkołą . Co powiedział ci Martin ? - zapytała dziewczyna z zaciekawieniem
- Ahh, tak . Spotykam się jutro z jego synem będzie mnie uczył. aaa. właśnie muszę do niego zadzwonić ..
- No to leć , szybko . Spotkamy się jutro ! Papa.
- Papa ! - powiedziałam i rozłączyłam się. Nie chętnie podniosłam się z łóżka podając po biurka na którym leżała moja szkolna torba. Chwile pogrzebałam w jej kieszeniach , i wyciągając z niej małą kartkę, przyjrzałam się nie wyraźnemu pismu pana Marina. Powolnie chwyciłam w ręce telefon i wybrałam numer, z przerażeniem spojrzałam na ekran , na którym widniał napis " Louis :) " Czy to Możliwe ???