wtorek, 6 sierpnia 2013

Lou cz.1 ♥

-Dobrze więc, na dzisiaj kończymy . Teraz oddam wam wasze zaległe sprawdziany - usłyszałam głos Pana Marwina, który trzymał w ręce stertę kartek.- powiem tylko że nie jestem zbyt zadowolony, ponieważ prawie połowa nie poczyniła postępów w dalszej nauce, a jak wiecie jeszcze jeden tak napisany sprawdzian i będę zmuszony was oblać- kontynuował wypowiedz przechodząc koło ławek i kładąc na ich rogu po dwie kartki. Kiedy tylko na moim stoliku pojawił się nie wielki skrawek papieru , od razu chwyciłam go w dłonie. Przez chwile nie otwierając oczu siedziałam przed kartką , modląc się przynajmniej o 4- . Niestety na daremne .
- Co ?! - podniosłam rozgoryczony głos, kiedy przed moimi oczami pojawił się obraz, napisanej na czerwono 2. Z zażenowaniem opadłam głową na ławkę co spotkało się z wielkim bólem przeszywającym moją głowę.
- Spokojnie (t.i) - usłyszałam pocieszający ton mojej przyjaciółki.
-Jak mam być spokojna , skoro oblałam już kolejny test. - wysyczałam przez zęby , na co Diddy zrobiła bardzo chłodną minę. Wiedziałam że ona dostała piątkę. Zresztą ona zawsze ja dostaje od pana Marwina. A co najlepsze z głupim uśmieszkiem mówi że matematyka jej sprzyja, choć i tak każdy wie że to nie o to w tym chodzi. Ona po prostu miała jakiś chory układ z nauczycielem , i wiedziała że nikt jej w tym nie przeszkodzi . W końcu jest córką dyrektora. Westchnęłam z bólem i ponownie opadłam głową na ławkę. Wiedziałam że jeszcze jeden taki sprawdzian i nie zaliczę matmy , co wiąże się z tym że nie zdołam przejść do następnej klasy.
- Panno (t.n) - usłyszałam poirytowany angielski akcent, tego chorego psychola.
- Słucham panie Marwin .- zmusiłam się na miły ton , z trudem podnosząc się do normalnej pozycji.
- Pewnie masz świadomość ,że już nie długo ważny sprawdzian z całego roku. Prawda ? - zapytał , lecz nie czekając na jaką kolwiek odpowiedź , kontynuował. - Chciałbym ci w jakiś sposób pomóc nadrobić te straty, i mam dla ciebie propozycje. - z zaciekawianiem spojrzałam, w twarz trzydziestolatka , dając mu znak żeby nie przestawał mówić . - Więc chodzi o to że, mój syn jest bardzo dobry w matematyce i mógł by ci pomóc.
- Ale jak to .? - spytałam zdziwiona. Po chwili zadzwonił dzwonek . W klasie rozległ sie szum , A pan Martin powiedział krótkie " do poniedziałku " i spokojnie poczekał aż uczniowie opuszczą klase. -Pana syn, miał by mnie uczyć .? - zaytałam patrząc jak grupka osób jako ostatnia opuszcza sale, zamykając za sobą drzwi.
- Tak. To była by dla niego przyjemność , a dla ciebie korzyść . Co o tym sądzisz .?
- Myśle, że to nie był by najgorszy pomysł, ale ja nie go nie znam .
- Uwierz mi (t.i ) , to miły dzieciak. jesteście w tym samym wieku . Pewnie się polubicie .- powiedział, z uśmiechem. To troche dziwne , wiedziałam że pan Matrtinm, ma syna, ale jeszcze nikt z nas go nie widział, Pan Martin nie pokazywał nam jego zdjęć , a kiedy pytaliśmy dlaczego mówił że po prostu ich nie ma.
- Yyy. Więc z chęcią .. - powiedziałam nie pewnie. - Mógł by przyjść jutro .? Albo nie .. jutro jest sobota pewnie coś robi. To może w poniedzi... - nie dokończyłam , bo już chwilkę potem trzydziestolatek przerwał mi.
- Nie spokojnie . Jutro na pewno bedzie mu pasowało - uśmiechnął sie, i napisał mi na kartce numer telefonu. -To telefon syna, dzwoń jak zmienią ci sie plany .
- Dobrze . Dziękuje panie Martin . I do zobaczenia. - pomachałam mu i w pośpiechu wyszłam z klasy. Przemierzyłam szkolny korytarz, i kiedy tylko doszłam do szatni, jak na złość okazała się zamknięta.
- Cholera - warknęłam sama do siebie i bez większego namysłu skierowałam się , w stronę schodów. Kiedy tylko miałam zakręcać w strone akwarium dla woźnych , nagle poczułam lekkie szturchnięcie, a już po chwili ciężko upadłam na ziemie.
 - Ałć . - usłyszałam ciche syknięcie , i z szeroko otwartymi oczami spojrzałam, przed siebie.
- Boże przepraszam - powiedziałam , szybko podnosząc sie z podłogi i podchodząc do chłopaka leżącego na ziemi .
- Haha, nic się nie stało - odparł nadal nie zmieniając nie zmieniając pozycji.
- NIe zamierzasz wstać ? - zapytałam lekko chichocząc, jedna nic nie wskazywało na to że ten chłopak miał jakieś chęci do jakiegoś ruchu.
-hmm, Nie . Nie spieszy mi sie .- powiedział radośnie -ale zamiast tego możesz położyć się koło mnie , wiesz w ramach przeprosin. - odparł klepiąc ręką miejsce obok siebie.
- Eee, nie wydaje mi się . Podłogi nie były myte już tydzień. - odparłam.
- Bleeeee . - niemalże krzyknął , podnosząc sie do pionu. - Czemu od razu nie mówiłaś ? - zapytał , wycierając swoją białą koszulkę.
- Oh , przepraszam umknęło mi - powiedziałam żartobliwie , na co brązowo włosy lekko się uśmiechnął .
- Jestem Louis - powiedział , wyciągając przed siebie rękę. Nie pewnie chwyciłam, jego dłoń, by po chwili jak oparzona odsunąć ją od niego.
-Kopiesz - powiedziałam masując, swoje palce, które aktualnie lekko drżały pod wpływem , prądu który przecisnął się od Louisa .
- Ja kopie .? Nie. Po prostu coś między nami zaiskrzyło. - odpowiedział z uśmiechem, na który po prostu nie dało się nie odpowiedzieć. - Wiesz moje oczy , spotkały twe oczy śliczne i poraziło nas to wyładowanie elektryczne - podrygiwał niespokojnie śpiewając tą zwrotkę pod nosem. jego zachowanie wywołało u mnie gromki śmiech. Moją chwile nie uwagi , wykorzystał Louis , który jak znikąd pojawił się u mojego boku , splatając ze sobą nasze palce i prowadząc mnie w szalonym tańcu. Pewnie musieliśmy wyglądać jak dwójka wariatów , tańczących na szkolnym korytarzu , ale tak na prawde nic się wtedy nie liczyło. Byliśmy tylko my , mój gromki śmiech i czarujący głos Louisa , który podśpiewywał pod nosem znaną mi piosenkę. W pewnym momęcie chłopak zakręcił mnie kilka razy i na sam koniec, przewiesił mnie przez swoją ręke , trzymając się twarzą bardzo blisko mojej. ( Coś w podobie tego ! )Nasze usta prawie się ze sobą stykały, a ja dopiero teraz zauważyłam jak niesamowity jest ten chłoapak. Jego oczy były szaro-niebieskie, przepełnione emocjami , w szczególności szczęściem. Jego włosy choć porozrzucane, wyglądały świetnie. Delikatna skóra na jego policzkach , którą pokrywał już dwu dniowy zarost , niemal krzyczała i błagała o dotyk. Cera idealnie współgrała z różem ust. Wszystko w nim było takie niesamowite. Powoli zbliżałam swoją twarz do twarzy chłopaka , kiedy nagle gdzieś w oddali usłyszałam znaczące chrząknięcie. Jak na zawołanie idealna twarz Louisa, oddaliła się od mojej, i powędrowała w góre schodów na których zobaczyliśmy panią sprzątaczkę i mojego nauczyciela. Pan Martin potrząsnął lekko głową i ze smiechem zniknął tuż za ścianą. Moje ciało odepchnęło się od Louisa , który spojrzał na mnie.
- nie przeszkadzajcie sobie skarbeńki - usłyszałam cichy głos pani Fleczer, która podobnie do mojego nauczyciela zniknęła nam z oczu.
- Chyba musze już iść - powiedział chłodno Louis, nie pewnie spoglądając na mnie.
- T..tak ja też chyba już pójdę- wyjąkałam, i kiedy już miałam zamiar odchodzić , chłopak złapał mnie za ramie i przyciągnął z powrotem . Nie pewnie sięgnął do torby nadal przewieszonej przez moje ramie i wyciągnął z niej mój telefon . Szybko wystukał w nim kilka cyferek i wcisnął zieloną słuchawkę. Po chwili usłyszałam dźwięk wibracji, która jak szybko przyszła , tak szybko się skończyła.
- Do zobaczenia (t.i) - powiedział brązowowłosy, podając mi do ręki mój telefon. Skąd znał moje imie .? Nim zdążyłam zapytać , chłopak zniknął z korytarza.
***
- Yhym .. tak mam jego numer.
- Supper ! Ale ostrzegam cie nie próbuj mi sie teraz zakochać , za niedługo masz ważny test.
- Tak wiem , mamo - jęknęłam do słuchawki. - Ale on był taki niesamowity , zabawny , miły , przystojny.. normalnie cud , miód i orzeszki...
- no to na co czekasz zadzwoń do niego !
- Przecież wiesz ze tego nie zrobię. Wstydzę się...
- Oj Kobietoooo  ! - przeciągnęła Diddy , dając mi znać że powinnam zadzwonić . - uwierz mi on na to czeka.
- Nie przesadzaj , On.? On mógł mieć każdą . 
- Jeszcze zobaczysz coś z tego będzie. A teraz do rzeczy ! czekałam na ciebie przed szkołą . Co powiedział ci Martin ? - zapytała dziewczyna z zaciekawieniem
- Ahh, tak . Spotykam się jutro z jego synem będzie mnie uczył. aaa. właśnie muszę do niego zadzwonić ..
- No to leć , szybko . Spotkamy się jutro ! Papa.
- Papa ! - powiedziałam i rozłączyłam się. Nie chętnie podniosłam się z łóżka podając po biurka na którym leżała moja szkolna torba. Chwile pogrzebałam w jej kieszeniach , i wyciągając z niej małą kartkę, przyjrzałam się nie wyraźnemu pismu pana Marina. Powolnie chwyciłam w ręce telefon i wybrałam numer, z przerażeniem spojrzałam na ekran , na którym widniał napis " Louis :) " Czy to Możliwe ???

poniedziałek, 29 lipca 2013

Tylko dla LARRY SHIPPERS ! *_______*

Larry..
Wypłynęło pewne nagranie, pewne zdjęcia ujrzały światło dzienne, fakty i dowody są niezbite...
Zacznę od początku...

1. Louis był na stacji benzynowej...
https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/1016908_520635434658043_1160139719_n.jpg

https://fbcdn-sphotos-a-a.akamaihd.net/hphotos-ak-prn2/1070058_520635317991388_393235634_n.jpg

https://fbcdn-sphotos-h-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/970631_520635237991396_103802446_n.jpg

https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc1/998875_520635231324730_1301728513_n.jpg

I jak wiemy kupił tam ulubiony film Harry'ego; "Love Actually" (ang. "To właśnie miłość).

2. Jak wiemy, Harry i Louis byli sami w tour busie. Przez cały wieczór i całą noc. Harry tweetnął cytat z piosenki, która jest w soudtracku w "Love Actually";

http://www.youtube.com/watch?v=y7gckaJV-to

Tweet Hazzy:https://twitter.com/Harry_Styles/status/359181187069116419

3. No i po tym dniu, do sieci wypłynęły te oto zdjęcia:

-Louis i jego podrapane ciało, a przypominam, że Eleanor NIE MA z chłopcami w USA:

https://fbcdn-sphotos-g-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash3/58947_632352383451064_33528431_n.jpg

-Ręka Hazzy wystająca z tour busa w tym samym czasie, kiedy Larry byli w nim SAMI:

 https://pbs.twimg.com/media/BP-LiJVCAAAkCsv.jpg:large

4. Fani, którzy stali pod tour busem mówili, że słyszeli dziwne dźwięki. Otóż... Wypłynęło pewne JEDNOZNACZNE nagranie:

http://hazzabeard.tumblr.com/post/56376563914/ok-so-fans-said-they-heard-harry-and-louis

Tak, oczywiście może być ono przeróbką, ale ktoś serio potrafiłby tak idealnie udawać głosy Harry'ego i Louisa oraz to sapanie i skrzypienie łóżka? Nie sądzę. Wszystko zaczyna się ze sobą wiązać, czyż nie?

5. Na koncercie Harry nie może usiąść na tyłku i widać, jak jego twarz mówi "AŁA!"?

http://24.media.tumblr.com/0eb5dae983d672cfd87d573518a17a41/tumblr_mqfgjiqlXc1sull0eo1_250.gif

Czyli już wiemy, kto był na górze. Louis, powinieneś być nieco delikatniejszy. xD


Jak myślicie prawda czy kit ?? :3 

BSE !

BEST SONG EVER ! 
 
Kto kocha .? ^^ 

http://www.youtube.com/watch?v=o_v9MY_FMcw



Liam cz. 4 :*

- Jego ? - spytał, nie pewnie odrywając moją rękę od twarzy. 
- Nie wiem , chyba boje się mu powiedzieć ...
- Ale czego, o czym .? nie rozumiem . - chłopak pokręcił głową, z oburzeniem i ponownie umieścił swój wzrok na mojej twarzy.
- Jaa. Ja go ... chyba nie kocham . - za jąkałam się a mój głos ściszył się przy ostatnich słowach.- Może w ogóle go nie kochałam.
- On na ciebie nie zasługuje.
- Jak nie on to kto .? - zapytałam podnosząc załzawione oczy. Zayn podniósł swoją rękę i chwycił nią mój podbródek . Delikatnie pochylił się nad moja twarzą, a jego ciepły oddech oplutł moją szyje.
- jedyna osoba która cię na prawdę kocha, to .. - nie zdążył dokończyć, ponieważ w tej samej chwili do pokoju wbiegł Liam .
- Co tu się dzieje (T.I ) ?
- Myy ..  to znaczy zayn i ja ..
- gadamy . - dokończył za mnie, brązowooki. - tak po prostu .
- Nie wydaje mi się , coś się tu działo .- stwierdził liam patrząc to na mnie to na bruneta. - prze szkodziłem tak .?!
- Liam , spokojnie. My rozmawialiśmy.. wiesz że jesteśmy przyjaciółmi. Czasem... 

- (T.I) nie kłam mu ! - usłyszałam nie spokojny głos Zayna
- To znaczy przy czym ma nie kłamać?
- Liam ja.. ja nie chce z toba być . To nie dlatego że cie nie kocham ... ja .. ja po prostu ..nie wiem .
- To teraz ty liam, powiedz jej .. no dawaj wyznaj jej prawdę. ! - donośnie odbił się dźwięk głosu bruneta.
- (T.I ) Ja chciałem .. chciałem wzbudzić w Dan zazdrość ..
- czyli mnie wykorzystałeś .? tak po prostu .? - spytałam ze łzami w oczach . Zrobiłam niespokojny krok w tył i już chwile po tem poczułam rękę maluta na swojej dłoni. - Zostaw mnie  ! Ty o tym wiedziałeś ! Nie mówiłeś ! nie Nawidze was ! - zaczęłam krzyczeć i natychmiast wybiegłam z pokoju. Tuż za sobą usłyszałam, krzyki obu chłopaków, którzy usilnie próbowali mnie zatrzymać . Przebiegłam długi korytarz i potykając się o schodki zbiegłam do Holu . Widziałam zdziwiony wzrok , Niall'a ,kiedy patrzył jak zakładam swoje białe trampki. Wybiegłam z domu i pokierowałam się w stronę pobliskiego parku. Przebiegałam wąskimi uliczkami i kiedy poczułam że brak mi już tchu , opadłam na jedną z ławek ustawionych na środku , trawy. 

Podkuliłam nogi siadając skulona na ciemnych,  drewnianych belkach. Po moich policzkach swobodnie spływały łzy , a ciało delikatnie trzęsło się przez nadmiar emocji . Jak oni mogli mi to zrobić .? zwyczajnie się mną bawili . I To tylee.. Po chwili na moich plecach  poczułam zimne krople deszczu. Podniosłam Głowę , obserwując kapiący deszcz, oraz przebiegających uliczkami ludzi, wyglądali jak by się bali deszczu, wychodzili bramą , ledwie się w tej bramie mieszcząc , jednocześnie przeskakując kałuże na swojej drodze. A ja .? nawet nie pomyślałam o tym żeby w jakiś sposób się schować . Cieszyłam się, że przez deszcz nie będzie widać moich łez.
- Nie uciekasz .? - usłyszałam ciepły, męski głos, który jak znikąd pojawił się tuż obok. Przeniosłam wzrok na chłopaka który staną tuż na de mną , tym samym zasłaniając mnie swoim czarnym parasolem . miał na sobie zwyczajną bluzę , opinającą się na jego mięśniach , oraz czarne spodnie, których nogawki były juz całkowicie przemoczone.
- Nie mam dokąd..- od powiedziałam bez emocjonalnie , wciągając nosem cieknący z mojego nasa płyn. - Idz do domu , nie moknij .
- Nie moknę, ale o tobie bym tego nie powiedział . - odparł jak gdyby nigdy nic siadając przy, mnie. - co się stało .?
- nie chcę się zwierzać komuś, kogo nie znam , przypadkowemu przychodniowi i jeszcze zmuszając go do moknięcia i marznięcia na deszczu.
- Może nie jestem przypadkowy .? - uśmiechnął się promiennie chłopak . - a jeśli wolisz możemy iść do mnie .? ...

PROŚBA !!

jak byście mogli to pomóżcie mi , bo muszę wybrać z kim będzie bohaterka . Macie do wybrania Zayna ! Liama !  I PRZECHODNIA !

Właśnie zdecydowałam że to może byc coś fajnego z tym przechodniem, bo może on się okaże  kimś fajnym ^^ Hmm .? Jak myślicie ! ? 

piątek, 19 lipca 2013

Liam cz. 3 :*

- Jak mogłaś . ?- usłyszałam zza drugiej strony drzwi, ten melodyjny głos , który aktualnie tłumił w sobie wiele bólu.- Wiem że ty nie powinnaś nic dla mnie znaczyć , ale tak nie jest. Znaczysz dla mnie wiele więcej niż sobie wyobrażasz .
- zayn ja... ja po prostu tyle na niego czekałam. Musiałam się zgodzić ... kocham go . - powiedziałam załamującym się głosem, i z wielkim bólem otarłam łzy nieświadomie spływające po moich policzkach . Nie dostałam odpowiedzi , ale mimo tego wiedziałam że nadal tam siedzi, czułam napierający na mnie ciężar, który przenikał przez drzwi. Wsłuchiwałam się, w jego płytkie oddechy z dziwnym uczuciem . Wydawało mi się jak by płakał. Może nie dosłownie ale jego głos, drżał za każdym razem gdy wydobył z siebie choć by najmniejszy dźwięk.
- kochanie  ! - usłyszałam głośny krzyk, Liama. Delikatnie wzdrygnęłam się , co musiał poczuć również Zayn , ponieważ automatycznie uderzył ręką w drzwi.
- idz do niego - wyszeptał brązowooki, ledwo słyszalnym głosem.
- nie chcem - od powiedziałam szybko, rozglądając się nerwowo po korytarzu. - Wpuść mnie .
- Po co .? - spytał chłopak z prawie nie dosłyszalnym  strachem, lekko przekręcając klucz w zamku.
- Nie ważne szybko ! - powiedziałam głośniej , szybko podniosłam się z podłogi i łapiąc za klamkę pchnęłam drzwi w stronę pokoju , z pośpiechem wchodząc do środka. Ze zdenerwowaniem oparłam się o białą framugę, i westchnęłam z wielkim bulem .
- Cz.. czemu tam nie poszłaś .? - nieśmiało zapytał brązowooki, ze strachem dotykając lekko mojego ramienia. Kiedy poczułam ciepłą rękę chłopaka, bezwładnie się wzdrygnęłam. Powoli przeniosłam prawą rękę na jego dłoń. Zayn uspakajająco splótł ze sobą nasze palce i delikatnie pocierał swoim kciukiem moją ręke.
- Nie wiem.. nie wiem. - wybełkotałam cicho - nie wiem co się dzieje. zawsze chciałam z nim być .
- a teraz ,  z nim jesteś i spełniły się twoje marze... - nie chcąc żeby dokończył zdanie , szybo obróciłam się w jego stronę, i lekko przytknęłam mu dłoń do ust.
- właśnie nie , to było moje marzenie, ale nie czuje się z nim zadowolona. Już nie czuje się szczęśliwa kiedy on na mnie patrzy . Boje się ...
- Jego ? - spytał, nie pewnie odrywając moją rękę od twarzy.
- Nie wiem , chyba boje się mu powiedzieć .... 

środa, 17 lipca 2013

Tweety :3

Tweet Louisa : 

Dzisiaj wróciliśmy z trasy na prawdę późno.. Byłem strasznie zmęczony, a kiedy weszłem do domu na kanapie leżał jedyny powód dla którego żyje. ( T.I ) . Przed sobą miała , rozłożonego laptopa na którego pulpicie, widniały nasze wspólne zdjęcia. Kiedy podeszłem do niej i chciałem przenieść ją na łóżko , dziewczyna za protestowała wtulając się w kocyk, który był rozłożony podczas naszej pierwszej randki .. To było niesamowite .. Kocham cie ,skarbie  Xx Louis x

Kocham takie coś więc przekazuje wam - moi młodzi parafianie - moją ulubioną "lekturę" . Pewnie nie jedna z nas chciała by takie dostać xD I życzę wam tego !! :3

Mój Narkotyk !

Od niedawna, czytam pewnego bloga, na którym jest opisana historia Harrego Stylesa. Dziewczyna która stworzyła tą stronę postanowiła tłumaczyć , na prawdę dobre opowiadanie.

Do czego zmierzam ...chciałabym polecić wam świetnego bloga z całym Opowiadaniem !

-

http://dark-fanfiction.blogspot.com/search/label/Rozdzia%C5%82%2001
 
-  Miłego czytania ! :*

Louis . . ! :D

-Gotowy !? - usłyszałem gardłowy krzyk Niall'a , który już od kilku minut stał na podjeździe, gotowy do wyruszenia w drogę.
- Nie ! nie mogę zawiązać ! - opowiedziałem mu na co , blondyn zareagował głośnym śmiechem . Nerwowo stanąłem przed lustrem, ponownie łapiąc za cienki materiał krawatu. Naciągnąłem go delikatnie prostując oba końce. Przewinąłem kilka razy miękką tkaninę i ze staraniem, obwiązałem wokół swojej szyji. Jeszcze raz przejrzałem się w swoim odbiciu, poprawiając nie sworne włosy.
- cholera Louis ! - Ponownie zajrzałem przez okno swojego pokoju, ze spokojem patrząc na blondyna.
- Idę - odparłem z uśmiechem , i w pośpiechu zakładając buty, zeszłem na dół, z zadowoloną miną, stając na przeciwko nie spokojnej twarzy chłopaka. Niall, przewrócił teatralnie oczami, poprawiając kołnierz mojej koszuli. Kiedy idealnie ułożył biały materiał, przeszedł , przez maskę samochodu , i otwierając szeroko drzwi , wślizgnął się do środka Dokładnie powtórzyłem jego ruchy , wygodnie rozkładając się na fotelu, obłożonym czarna skórą. Horan zręcznie zamknął za sobą drzwi, po czym szybkim ruchem włożył srebrne kluczyki do stacyjki. Ruszyliśmy. Widziałem jak chłopak nie spokojnie, zaciska ramie kierownicy , przez co jego kostki mocno zbielały.
- Spokojnie Nialler. - powiedziałem. Na moje słowa chłopak przeniósł swój , niespokojny wzrok na mnie , żeby po chwili znów umieścić go na przedniej szybie.- Spokojnie , to tylko spotkanie z rodziną Josh'a.
- Tylko z rodziną .? - spytał nie ukrywając swojego zdziwienia. - Mamy poznać ( T.I ) . Czyli jak byś nie był po informowany , przyszłą żonę , naszego najlepszego przyjaciela.
- rzeczywiście , wtopa. - zaśmiałem się . To prawda za 30 minut, mieliśmy poznać przyszłą żonę , josh'a. Wiele nam o niej opowiadał. Wydaje się być miła, ale i tak nie obyło się bez pogadanki  Devin'a o tym jak mamy się przy niej zachowywać . Bał się że , się nas prze starszy .? Przecież to że 2 ostatnie dziewczyny były dla nas na prawdę dobra zabawą , to nie znaczy że z tą będzie tak samo . No bo przecież kto nie śmiał by się , gdyby na jego oczach dziewczyna przykleiła się do krzesła, lub znalazła w swoich ubraniach pająka. Jeśli nie umie się bawić to nie pasuje , do naszego Josh'unia.
- Louis , słuchasz mnie .? - usłyszałem sfrustrowany głos, Nialla, po czym przed moimi oczami zobaczyłem długie palce chłopaka. Lekko potrząsnąłem głową, próbując ocknąć się z zamyślenia.
- yy.. Tak .
- Więc o czym mówiłem . ? - zapytał z ciekawością wpatrując się w moją nie zdecydowaną minę. Nie od powiedziałem , co spotkało się ze śmiechem chłopaka. - No właśnie . Mówiłem że już jesteśmy na miejscu. - Desperacko rozejrzałem się po okolicy i... żeczywiście to już tutaj . Pociągnełem delikatnie za uchwyt w drzwiach odpychając je od siebie , i tym samym robiąc nie zdecydowany krok w przód. Lekko zachwiałem się wychodząc z auta, i żeby całkiem nie upaść podparłem się o maskę samochodu .
- Boisz sie .? - zapytał Horan , podchodząc do mnie .
- Pfff. ja .? - od powiedziałem pogardliwie, robiąc kilka kroków w stronę , białego budynku. Oczywiście że sie boje , nie widziałem się z joshem 2 lata , a on nagle zawiadamia mnie że mam się pojawić na jego ślubie. Może nie bałem się samego Josh'a może bardziej obawiałem sie ( T.I ) . Przekroczyłem próg drogiej restauracji i razem z Horanem , przemierzyłem sale w poszukiwaniu rodziny Devine'a . ( nie wiem jak mam to napisać więc nie zwracać uwagi na to :p ) . Kiedy napotkałem wzrokiem wielki stół ładnie obłożony białym obrusem , wiedziałem że to nasze miejsce. Lekko klepnąłem ręke Blondyna , wskazując palcem na zastawe. Posłaliśmy sobie , porozumiewawcze spojrzenie, które minimalnie dodało mi otuchy, i pewnym krokiem ruszyliśmy w stronę krzeseł.
- Liam , Louis ! - usłyszałem radosny piskliwy głos dobiegający z drugiego końca sali . Jak na zawołanie - dosłownie na zawołanie- obróciłem się w stronę, dobiegającego do mnie krzyku....

A więc całkowicie mi się nie udało, ale nie potrafię się skupić leżąc i litując się nad ta nogą . Mam nadzieje że Next będzie lepszy :P 

wtorek, 16 lipca 2013

Niall Horan :D .

-Niall ten biznes jest specjalnie dla ciebie, jeden przekręt i jesteśmy ustawieni do końca życia. Tu masz potrzebne materiały, chyba nie muszę ci tłumaczyć co masz z tym zrobić. Akcja wymaga czasu, ale jest pewna. Mam nadzieję, że obędzie się bez ofiar. Ile czasu potrzebujesz?
-Miesiąc
-Tylko?
-Tak, jaka kasa wchodzi w grę?
-Miliony funtów.
-Jaki podział?
-Jak zawsze jesteś konkretny Horan, zawsze to w tobie lubiłam i tę twoją pracowitość, przykładanie się do powierzonego zadania.


-A ty nadal jesteś chciwą suką, ile dla mnie?
-20%
-Chyba śnisz, 60 procent albo tego nie robię. Na razie nie potrzebuję kasy, ostatnia akcja ustawiła mnie na kilka lat.
-Horan kilka miesięcy zbierałam te materiały.
-60% albo wychodzę?
-50%
-Miło się z tobą gadało, nara.
-Kurwa dobra! Bierz papiery i spierdalaj masz dwa miesiące, nie spierdol tego.
-Interesy z tobą to przyjemność Victorio.

Kim jestem? Dobre pytanie. Nazywam się niall Horan. Co robię? Ktoś mógłby powiedzieć, że napadam na banki. Osobiście wolę określenie, że zabieram bogatym. Nie jestem jakimś małym chłystkiem, moje akcje są długo planowane i bardzo dochodowe. Nie jestem jednym z tych, którzy wpadają do banku z pistoletem i krzyczą na bezbronne kasjerki, z tego nie ma porządnej kasy a tylko duże ryzyko. Co w takim razie robię? Dowiecie się czytając historię tego niesamowitego napadu. Będę tu pisał co dokładnie się dzieje a wy pierwsi dowiecie się o tym, że jestem już milionerem, ba może nawet miliarderem.
Dziś zaczynam nowe zlecenie dokładne oględziny tego co przygotowała moja szefowa, choć szefowa to złe określenie. Vicky  to dziewczyna od czystej roboty, załatwia plany banków, informacje o pracownikach, terminy odbioru kasy i takie tam. Teoretycznie mógłbym robić to sam ale po co, skoro mogę zająć się tym co naprawdę kocham, czyli zdobywaniem kasy. Rzuciłem okiem na życiorysy pracowników. Kasjerki hmm nawet niezłe, ale muszę uderzyć wyżej. Dyrektor do spraw personalnych Louis Tomlinson. Niezła dupeczka, młody i dobrze ustawiony. A to kto? O kurwa! Dyrektorka do spraw klientów korporacyjnych. Jezu drogi, co za cud, choć to z pewnością nie moja liga brałbym ją nie pytając o zdanie. Wspominałem już, że jestem biseksualny? Nie? Och przepraszam, umknęło mi.
-O kurwa!! Vicky się postarała o dokładne informacje. Cholera będzie moja i dzięki niej będę bogaczem. Co z tego, że jest w związku z niejakim Josh’em Devine’m, to nie jest dla mnie problem, prawda?
-(T.I) (T.N)  uważaj jutro zjawię się w twoim biurze z drogimi meblami, i sprawię, że zapomnisz co tam robiłaś.

Żeby się do niego dostać z pewnością trzeba mieć sporo kasy, ale w obecnej chwili to żaden problem.
Ostatnia akcja ustawiła mnie solidnie, jeden telefon do banku i zaczynamy zabawę.

-Dzień dobry nazywam się Niall Horan chciałbym umówić się na spotkanie z panią (T.I) (T.N)
-Obawiam się, że to nie możliwe, pani dyrektor przyjmuje tylko klientów korporacyjnych.
-A pani po moim głosie wnioskuje, że nie mam własnej firmy i wcale nie mam do zainwestowania 5 milionów? Długo pani tu pracuje? Chyba stanowczo za długo.
-Przepraszam pana najmocniej, nie chciałam pana urazić, chciałby się pan umówić na dzisiaj?
-Tak
-Godzina 16 odpowiada panu?
-Tak, będę na pewno.
Szykując się do wyjścia postanowiłem postawić na elegancję. Czarne rurki, i t-shirt tego samego koloru idealnie przylegający do ciała, w końcu muszę zrobić na niej dobre wrażenie. Playboy czy Burberry? Stanowczo Burberry ich zapach zawsze wydawał mi się bardziej męski. Przed bankiem zjawiłem się nieco przed czasem, przecież milioner powinien być punktualny, a nie spóźnialski. Pewnym krokiem wszedłem do gmachu, ciekawe czy kobieta w recepcji to ta sama, która chciała mnie spławić przez telefon?
-Dzień dobry Panu, w czym mogę pomóc?
-Chce mi pani pomóc? Trzeba mi wymienić rolety w sypialni i naprawić pralkę, jest pani zainteresowana?
Kobieta spojrzała na mnie jak na człowieka z innej planety, boże czy ona musi być aż tak tempa?
-Spokojnie tylko żartowałem, jestem umówiony z panią (T.N) , nazywam się Niall Horan .
-Pani dyrektor już na pana czeka, chce się pan czegoś napić?
-Nie dziękuję.
-Pokój 400, na końcu korytarza.
-Dziękuję.

Stojąc przed drzwiami zrobiłem kilka głębszych wdechów by uspokoić oddech. Teraz czeka mnie ważny element planu, pierwsze wrażenie, to od niego zależy czy reszta pójdzie zgodnie z planem.
Zapukałem do drzwi i po usłyszeniu zaproszenia pewnym krokiem wszedłem do środka.

-Witam, (T.I) (T.N) dyrektorka do spraw klientów korporacyjnych.
O cholera ta dziewczyna na żywo wygląda jak ciastko czekoladowe, gotowe do schrupania. Tylko resztki mojej silnej woli powstrzymują mnie, żeby się na nią nie rzucić. Chcę. ją. W łóżku. Teraz. Albo lepiej na tym mahoniowym biurku.
-Niall Horan. –Przedstawiam się starając się zachować spokój
-Co pana do mnie sprowadza?
-Mam do zainwestowania sporą sumę pieniędzy, chodzi o przeprowadzenie kalkulacji na kwocie 5 milionów funtów.
-Widzę, że faktycznie sporą sumą pan dysponuje, pozwolę sobie sprawdzić jak to u nas wygląda. Jaki okres pana interesuje.
-Trzy miesiące.
-Tylko tyle? Od lokat powyżej sześciu miesięcy mamy dodatkowy jeden procent, i szerszy wachlarz wyboru.
-Wszystko zależy od tego jak się dogadamy, i co mi pani zaproponuje.
-Proszę spojrzeć na ekran, ta symulacja jest zrobiona na 8 miesięcy, zielona linia to pana zarobek już z podatkami, jako bank zajmujemy się odprowadzaniem ich za klientów.
-Wolałbym jednak na trzy miesiące.
-Już zmieniam. Przepraszam, że zapytam ale to będzie tylko pańska inwestycja czy może, któregoś z rodziców? Sam pan rozumie wygląda pan bardzo młodo, a to spora ilość pieniędzy.
-Inwestuję sam, ale pani też należy do grona młodych w tej firmie, i nikt nie pyta pani o wiek.
-Oczywiście, nie chciałam pana urazić.
-Spokojnie, nic się nie stało. -Po prostu jestem drażliwy kiedy mi staje, a ja nic nie mogę z tym fantem zrobić.  Na szczęście tych słów moje usta nie wypowiedziały…
-Na trzy miesiące to będzie coś takiego. Muszę przygotować dokumenty ale na jutro powinno być wszystko gotowe, na którą godzinę może pan przyjechać?
-Do końca tygodnia mam czas po 17.
-Niestety pracujemy do 16, może za tydzień.
-Za tydzień, mogę mieć już lokatę w innym banku.
-Rozumiem, że chce się pan spotkać się po godzinach? Gdzie i kiedy?
-Widzę, że się dogadamy. Jutro wieczorem, zapisze pani adres. Omówimy wszystko dokładnie.
-Świetnie do zobaczenia.

Cholera, cholera, cholera! Co za kobieta! To nie było dobre zagranie, nic o nim nie wiem, to była rozmowa czysto służbowa, jutro biorę się w garść, będę wiedział co trzeba. Po powrocie do domu utworzyłem fikcyjne konto w Szwajcarii, może być mi potrzebne do szybkiego przelewu kasy, gdy już ją zdobędę co z tego, że może to być za miesiąc, równie dobrze może to być jutro.
Kiedy zbliżała się godzina
 zero przebrałem się w eleganckie ciuchy, teraz pora owinąć sobie tą dziewczyne wokół palca i wszystko będzie łatwiejsze.
W końcu usłyszałem upragniony dzwonek do drzwi, akcja czas start.
-Dzień dobry panie Horan.
-Witam i zapraszam, czego się pani napije? Uprzedzam, że jestem wymagającym klientem i trochę czasu tu spędzimy? Kawa herbata coś zimnego? A może coś mocniejszego, w końcu pracujemy po godzinach.
-Mocną kawę czarną bez cukru poproszę.

Kiedy w kuchni zająłem się przyrządzaniem kawy, (T.N) rozkładała jakieś papiery na stole. Sobie zrobiłem podwójną porcję ginu z tonikiem.
-To nasze zdrowie, za dobre interesy  -pewnym gestem uniosłem szklaneczkę z trunkiem.
-Co pani dla mnie przygotowała ?
-Z racji sporej kwoty poszperałam gdzie trzeba, aby móc dąć panu najlepsze warunki, zdaje sobie sprawę, że to duża kwota, dlatego mamy tu ofertę specjalną. Proszę zobaczyć, krótki termin, dzienna kapitalizacja, a tu końcowy zysk.
-Noo ładnie to wygląda.
-Ma pan jakieś pytania?
-Czym sobie zasłużyłem na tak dobre warunki?
-Obiła mi się o uszy pańska rozmowa z naszą stażystką...
-Ach, doprawdy?
-Odpowiedni dział już zajmuje się już szkoleniem naszych nowych pracowników, aby na przyszłość uniknąć takich sytuacji.
-Cieszę się. A co z podatkiem, nie da się tego jakoś ominąć?
-Panie Horan może i jestem po godzinach pracy, ale sam pan rozumie, że to pytanie jest nie na miejscu.
-Poważnie? To może inaczej, mam do zainwestowania trzy razy więcej niż do tej pory. Da się coś zrobić z tymi podatkami? Oboje doskonale wiemy, że prowizje od takich inwestycji zasilają także pani kieszeń.
-No tak, umm coś na pewno da się zrobić.

Ahh Ona jest strasznie ufna, nie powinna być dyrektorką, widzę ją drugi raz w życiu, proponuję jej obejście prawa a ona mówi, że coś na pewno da się z tym zrobić. Po kilkunastu minutach rozmowy, udaje mi się namówić ją na coś mocniejszego, wieczór zapowiada się na dość długi i pracowity. W prawdzie nie wypiliśmy jeszcze brudzia, ale swobodnie mówimy sobie po imieniu.
Kiedy udaje się do kuchni telefon (T.I) zaczyna dzwonić, rozmowa chyba nie należy do zbyt miłych.
-Josh uspokój się jestem u klienta, pracuję
-Tak wiem, że jest po 22
-Mam dużą inwestycję do zaplanowania.
-Josh proszę cię nie rób scen, będę za jakiś czas.

Doskonale wiem do czego mogę doprowadzić moim pytaniem ale nawet przez moment się nie waham -(T.I) skończyło się już białe wino, czerwone wolisz czy gin?
Kiedy kończę to zdanie jestem już blisko Dziewczyny, jej rozmówca z pewnością słyszał co powiedziałem. W słuchawce słyszę tylko wiązankę ostrych przekleństw i dźwięk rozłączenia połączenia.
-Kurwa mac! Masz może czystą?
-Jasne, zaraz przyniosę. Coś nie tak, zazdrosny chłopak?
-Wszystko jest nie tak! Nie chcę o tym gadać, wracajmy do pracy.

Kilka kolejeczek i zdobywam sporo informacji o banku, o jego prywatnym życiu, i choć z materiałów od Victori większość już wiedziałem nie sądziłem, że banki mogą być tak nieodpowiedzialne zatrudniając tak wylewnych ludzi. Fakt, iż nie wspomniała, że ma chłopaka jakoś szczególnie mnie nie zdziwił, przecież nie ma się czym chwalić na prawo i lewo.
-Chyba będziesz musiała zostać na noc.
-Co? Nie, dlaczego? -Powiedziała a raczej wybełkotała (T.I) .
-Bo powrót do domu w takim stanie i o tej porze nie jest dobrym wyjściem? Mam wolny pokój prześpisz się i rano pójdziesz do pracy.
-Niall nie mogę, muszę iść.
<Kolor twoich włosów> zdecydowanym krokiem wstała z kanapy, zachwiała się i opadła lądując na moich kolanach. Cholera kobieto złaź zanim się na ciebie rzucę.
-Chyba jednak zostanę.
-To dobry wybór.
Zdjąłem ją z siebie i położyłem na kanapie, zarzucając na nią jej nogi. -Rozbierz się, bo rano twoja sukienka nie będzie wyglądał dobrze, znajdę ci rano jakąś czystą koszulę, no już raz raz.
- Niall , nie dam rady, zdrzemnę się chwilkę i sobie pójdę.
Zaśmiałem się pod nosem, nie dość, że gadatliwa to do tego ma jeszcze słabą głowę. Wziąłem sprawy w swoje ręce, odpiąłem zamek i z małą pomocą (T.I) ściągnąłem krwisto czerwoną sukienkę. Ten pijacki uśmieszek na jej twarzy rozbroił mnie całkowicie. Odłożyłem scienki materiał na fotel, a z sypialni przyniosłem koc. Kiedy wróciłem (T.I) spała wtulona w małą poduszkę jak niemowlę. Chyba nie spodziewałem się, że pójdzie z nią tak łatwo....



Okej ., ! po pierwsze to nie moje ! nie ja wymyślałam , ale na prawdę musiałam się postarać żeby to zmienić . Przepraszam że skopiowałam ale chciałam się tym z wamii podzielić ! Jak chcecie znać dalszą część tej historie to proszę o przy najmniej jeden komentarz. Miejcie serce do prawdziwej autorki ! :* 

Soorki !

Brdzo przepraszam was miśki za moja nieobecność , alu ku mojemu szczęściu złamałam noge -.- postaram się nadrobić stracony czas . :*

środa, 3 lipca 2013

Liam :* cz .2

 Delikatnie pchnęłam drzwi, a kiedy tylko weszłam do pomieszczenia , niemal od razu zobaczyłam , na moim łóżku Liama . Z Zaskoczeniem złapałam w dłonie pierwszą , lepszą koszulkę i z zaciekawieniem, podeszłam do chłopaka.

- Liam .? Co ty tu robisz .? - zapytałam szturchając, szatyna. Chłopak mozolnie , wyciągnął swoją rękę z pod głowy, po czym zdecydowanie pociągnął mnie za ramie. - Ałł.- syknęłam czując, ból przeszywający moja Głowę. Liam powoli poprawił się na łóżku, kładąc moje ciało na swoim. Nasze twarze niemal się stykały, a oddech chłopaka owijał, moją szyje.
- Liam .? Co ty tu robisz .? - spytałam ponownie, kiedy tylko wróciło do mnie trochę świadomości, trudno było się przy nim , skupić. Nawet przy Zaynie nie miałam tak szalenie rozwalonych myłsi . Szatyn westchnął cicho , po czym w pół mroku  odszukał moją dłoń, i splatając ze soba nasze palce powiedział:
- Czekałem na ciebie. - wyszeptał ledwo słyszalnie , zmniejszając niemal maksymalnie przestrzeń między nami. - Czekałem całe życie , ale już nie potrafię. - dodał po chwili, po czym bez najmieniejszego wahania wpił mi sie,w usta. Zawsze o tym marzyłam , ale w tym MomĘcie jakoś nie potrafiłam odwzajemnić tego czynu. Czułam się dziwnie zmrożona , jak bym nie mogła się ruszyć . Ciało nie odpowiadało zupełnie, no to co na prawdę chciałam .  A może tego nie chciałam . ??
- Liam .. prosze cię . - powiedziałam odpychając chłopaka od siebie . - Ja nie mog...
- Ale T.I . Ja cię kocham .. prosze nie rób mi tego .
- Liam , jesteśmy kuzynami . - wybełkotałam chociaż wiedziałam, że wcale tak nie jest , i że nawet mi nie sprawia to kłopotu.
- Ale nie jesteśmy spokrewnieni. KOcham cię.- Niewiadomo dlaczego , po tych słowach z oczu zaczęły lecieć mi łzy .
 - Ja ciebie też , Liam - powiedziałam , pozwalając łzom swo
bodnie , spłynąć po moich policzkach. Tym razem ja zrobiłam ten pierwszy krok , i namiętnie wpiłam mu się w usta.
Tak długo czekalam...

*Next Day , Po imprezie. *

- Niall , bierz ten pieprzony , tyłek. - krzyknął zdenerwowany Harry , odpychając od siebie , blondyna. Nialler zaśmiał się , radośnie wstając z kolan loczka . Wszyscy , siedzieliśmy na kanapie, i jak idioci wspominaliśmy wczorajszą imprezę . Układaliśmy z naszych wspomnień ,  całe filmy, lecząc tym samym nie sfornego kaca.
- Taaak . A ja pamiętam jeszcze, jak poszliśmy z Pezz , do baru .. yy i ... nie pamiętam . - Uśmiechnał się Zayn, okładając swoje czoło zimnym lodem .
- Poszliście się najebać . - dokończył za niego Tomlinson.
-Tak , chyba Tak .
- A co było potem .? - zapytałam , poprawiając się, na fotelu.
- A potem , skończyła się impreze . Ty Weszłaś do pokoju , i wyznałem ci miłość skarbie. - usłyszałam za sobą głos Liam'a a już po chwili jego ciepłe ramiona oplotły moja szyje . Chłopak przelotnie cmoknął mnie w policzek, po czym spojrzał na reszte chłopaków. Popatrzyłam na niego z szeroko rozszeżonymi oczami, i głośno przełknęłem ślinę.
- Je- jesteście parą .? - wykrztusił , Malik, patrząc zszokowany w na mnie. W jego tęczówkach widziałam strach, zdiwienie.. ale i tą dziwną rozpacz .
- Tak. Wreszcie. - odparł bez problemu Liam , ponownie składając na moim policzku , buziaka. - chce ktoś śniadanie.? - zapytał szatyn, wychodząc z pomieszczenie. Louis, Niall i Harry , odpowiedzieli mu głośnym chórem, za to ja i Malik , nadal siedzieliśmy wpatrzeni w siebie.
Wreszcie brązowo oki , nie wytrzymał, z frustracją wstał z fotela, i ze zdenerwowaniem na twarzy wyszed z pokoju. Bez zastanowienia, pobiegłam za nim. Szybkim krokiem przemieżałam, korytarz starając się zatrzymać Zayn'a , niestety kiedy już byliśmy koło jego pokoju, Malik zręcznym ruchem wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi .
- Zayn ! - krzyknęłam uderzając pięścią w trarde drewno . Nie dostajac odpowiedzi , po wturzyłam ten czyn jeszcze kilka razy, po czym bez władnie oparłam sie o drzwi. - Przepraszam - szepnełem, przecierając palcem o podłogę. Po dłuższej chwili usłyszałam , westchnięcie Malika, a tuż po nim, delikatne puknięcie w plecy.
- Jak mogłaś . ?- usłyszałam zza drógiej strony drzwi, ten melodyjny głos , który aktualnie tłumił w sobie wiele bulu....

KOLEJNY . :D . PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO ALE JEST U MNIE KUZYNKA I TAK TROSZKE NIE MAM CZASU ;c znowu -.- . MAM NA DZIEJĘ ŻE CHOĆ TROSZKE SIĘ PODOBA.

:33 

sobota, 29 czerwca 2013

Liam cz. 1 :D


NIEUDAŁMISIĘ ! Przepraszam ! 

-Cholera ! – krzyknęłam, ponownie próbując  założyć niesforny łańcuch. Bez skutecznie. Mój rower nie chciał w żaden sposób ze mną współpracować , przez co nie byłam w stanie nic zrobić . Właśnie zaczęło się lato , więc pogoda jest coraz lepsza, a ja ? Ja musze siedzieć tutaj i naprawiać ten idiotyczny łańcuch .
-Grrr. – warknęłam, wycierając swoje brudne ręce ,w koszulkę Liama .Jest on synem, córki , siostry mojej mamy. To dość skąp likowane , więc żeby ułatwić sobie sprawę , po prostu nazywamy się kuzynami. I oczywiście wszystko by było, super gdyby nie to, że go chyba go kocham , po prostu to co czuje w jego obecności jest zupełnie inne niż to co czyje, kiedy jestem z Louisem , niellem, Zaynem , czy Harrym . Oni są niczego sobie , ale ja przecież zawsze chce mieć coś nieosiągalnego. Liam był tym kimś, moim odwiecznym , nie osiągalnym, celem . 
  Do moich uszu dobiegł dźwięk, samochodu , który właśnie wieżdźał na nasz podjazd. Spojrzałam w stronę sportowego auta, a z jego środka wyłoniła się postać mojego , kuzyna.
-Heej T.I – powiedział melodycznym głosem Li, przybliżając się i delikatnie całując mnie w policzek.
- Cześć .
- Ugh , Cu się Stało .? – powiedział głosem, troskliwego tatusia, klękając tuż przy zepsutym sprzęcie.
- Hmm. Wyjęłam rower , poprowadziłam go na podjazd, i się zepsuło – odparłam , wykrzywiając usta, w odwróconą podkówkę. Chłopak , zachichotał  , szepcząc cicho „ jak zawsze samo się zepsuło”, i  jednym zręcznym ruchem pociągnął, za metalowy łańcuch . – Czyli ja się z tym męczyłam , pół godziny, a ty to zrobiłeś w pięć minut ? – zapytałam z oburzeniem, opierając swoje ręce na obu biodrach .
- Oj szkrabie , trzeba to umieć – powiedział , zmierzwiając delikatnie moje włosy.  Chłopak bez słowa wrócił , do samochodu , wyciągając z niego kilka toreb, po czym w spokoju , skierował się do domu .
- Ale ja umiem , to robić – mruknęłam , podążając tuż za szatynem .- Po co te torby .? – spytałam , zaglądając do jednej z  wspomnianych torebek.
- zapomniałam ci powiedzieć .? – powiedział , bardziej do siebie , niż do mnie , łapiąc dwoma palcami za swój podbródek, widocznie się zastanawiając . – Aaa. Tak, nie powiedziałem ci . A więc dzisiaj jest impreza . – odparł z uśmiechem, rozkładając na blacie , kilka paczek chipsów. – Przyjdzie , kilka osób , mówie ci będzie fajnie.
- Kilka osób ? – zapytałam , podejrzliwie.
- No okej , kilka więcej.
- To znaczy ? – dopytywałam , pomagając chłopakowi, rozkładać zakupy.
- Hmm. Zayn, Niall, Lou, Hazz, Dani , Elka, Pezz, Emily , Kate, Alex , Robin, Max, Steve, Peter, David, i jeszcze osoby towarzyszące .
- Jeszcze osoby towarzyszące ? – wyksztusiłam, jednak wiedziałam że wcale nie to chciałam powiedzieć. Tak na prawde pomyślałam o tym ,że do naszego domu ma zawitać Daniell. Jak pewnie wiecie , jest to była dziewczyna , Li a mówiąc szczerze, zawsze byłam o nią zazdrosna. Wiecie jak to jest , czuć przy sobie osobę którą się kocha , jednak mieć świadomość że ta osoba ma już kogoś innego . To jest straszne, przytłaczające i … Sama nie wiem jakie jeszcze . Tego uczucia nie da się zignorować , jedynym lekarstwem na to jest Zee . A raczej Zayn . Tak macie racje to całkiem , chore , ale wierzcie mi nie znacie całej prawdy .

Opowiedzieć ?

No wiec , jak tak bardzo chcecie to wam powiem . Wiecie ze mną i Zaynem jest tak , że od razu kiedy go poznałam wiedziałm, iż go polubie . I Oczywiście tak się stało , bo już kilka dni później staliśmy się przyjaciółmi. On wiedział o wszystkim , co się ze mną działo . Nie wiem skąd, wiem że wiedział. Przez długi czas ukrywałam swoje uczucia do Payne’a , ale jak się domyślacie na marne . Zayn dowiedział się o tym , i od razu wystartował do mnie z pomocą. Cały Malik. Od pierwszych dni robił wszystko , żeby mi pomóc . Jednak , mimo jego staranią , nic nie poprawiało mi humoru , aż do pewnego piątku.
*Retrospekcja*
- T.I , proszę odpuść . – powtórzył , Zayn błagalnym głosem .
- zayn , to że mnie o to poprosisz nic ci nie da. Ja go kocham – wybełkotałam , opierając się bez silnie, o drzwi szafy.
- Błagam cię . – powiedział podchodząc do mnie.
- Nie za… - nie zdążyłam dokończyć , ponieważ Zayn nachalnie wpił mi się w usta.
* Koniec Retrospekcji *
I dla waszej wiadomości : Tak . Ten jeden pocałunek zmienił wszystko. Od tamtego dnia, zawsze kiedy byłam smutna, Zayn znajdywał się przy mnie , całował , i okazywał jak największą czułość, mówił wtedy żebym wyobrażała sobie Liama, ale tak szczerze nie potrafiłam . Jego usta zawsze pieściły , mnie aż do utraty zmysłów a , ręce błądziły , jak oszalałe po moim ciele. Najgorsze było to, że nie kochałam jego, kochałam Liama. Po pewnym czasie , sprawy z brunetem pokomplikowały się do naprawdę dużego poziomu . Zee , znalazł sobie dziewczyne.  Nie widziałam jeszcze, tego błysku w jego oczach , kiedy patrzył na Perrie , jego wzrok był wtedy taki pusty , nie okazywał niczego. Pewnie sądzicie , że mówie tak , bo jestem zwyczajnie zazdrosna, że zachowuje się jak bym była, dzieckiem , któremu ktoś powoli odbiera zabawkę. Ale uwierzcie mi to wcale nie wyglądało na miłość, . Może rzeczywiście ona , coś do niego czuła , ale wątpie żeby  on to odwzajemniał. Chcodzi o to, że chłopaki mówili mi że oni nie całują się przy nich , ale kiedy ja jestem w pokoju , co chwile szepczą sobie miłe słówka, lub wyznają sobie jak bardzo się kochaja . dziwne prawda .? Lub Fakt, że tylko Niall, zapamiętał kiedy Pezz, ma urodziny a Zayn nawet nie zwracał uwagi, na bardzo przejętą dziewczyne.
Tak to mniej więcej wygląda .

* Godzina 00.43, impreza. *

Dopiłam ostatni kieliszek wódki , patrząc zamglonym wzrokiem na przestrzeń pokoju.  Wszystkie wolne miejsca , w pomieszczeniu były zajęte. Na kanapie walało się pełno ludzi, zresztą tak samo było z fotelami i podłogą. Wstałam z krzesła i chwiejnym krokiem, podążałam na góre. Prawie normalnie weszłam po schodach , z trudem omijając porozwalane wszędzie puszki.  Ze zmęczeniem oparłam się o półkę, na korytarzu i spuściłam głowę. Przez całą moją czaszkę , przeszedł mi delikatny dreszcz ulgi. Kiedy ból miarowo zaczął przechodzić , znów podniosłam się do pionu z zamiarem , zrobienia dalszych kroków. Powoli postawiłam prawą nogę , na miękkim dywanie, a z lewej zdjęłam uciążającego  mi od dawna buta.  Wkrótce z drugim czerwonym trampkiem stało się to samo.  Szybko zdejmując zbędne mi ubrania , doszłam do mojego pokoju. Delikatnie pchnęłam drzwi, a kiedy tylko weszłam do pomieszczenia , niemal od razu zobaczyłam , na moim łóżku Liama ….

czwartek, 27 czerwca 2013

Hazza *.* /

Nie pamiętam ile się już znamy , wiem tylko że ten czas leci strasznie szybko. Przypominam sobie nasze pierwsze spotkanie.

*Retrospekcja*

Wstałam rano, od razu zakładając moją różową sukienkę. Kwiatki lekko drażniły moja Skórę ale mimo tego ją uwielbiałam. Zeszłam zadowolona do kuchni gdzie moja mama, przygotowywała już kanapki, a tata siedział z czarną kawą przy stole, przeglądając kolejne strony gazety z wiadomościami. Podciągnęłam swoje białe pod kolanówki , siadając na przeciwko mężczyzny. Ojciec spojrzał na mnie spod szarego papieru, i wyszeptał ciche "dzień dobry" , zaśmiałam się uroczo i powiedziałam niewyraźnie 'witaj Tatusiu". Mężczyzna kiwnął z zadowoleniem głową, po czym znowu zatopił się w lekturze, spojrzałam na Mamę czekając aż mój wzrok zwróci jej uwagę.
- dzień dobry Kochanie. - powiedziała radośnie, przewracając na patelni naleśnika. Podeszłam do niej i przytuliłam się do jej pleców. Może i ten poranek wyglądał jak każdy inny,ale czułam że coś jest nie tak. Zawsze tak miałam , wiedziałam kiedy coś się zmieni. Nie wiem jak to się działo, ale zdecydowanie schlebiał mi ten fakt. Podeszłam do małej szafki nad zlewem i wchodząc na krzesło, wyciągnęłam ze środka, kubek z misiem.
-Mamusiu ? - powiedziałam cicho, nalewając sobie do szklanki, ciemno fioletowy sok.
- Słucham księżniczko .?
- Coś się dzieje ?- zapytałam upijając łyk, letniej cieczy
- Nie rozumiem - powiedziała uważnie mi się przyglądając .
- No coś się dzieje. Zmienia się coś.?
- Aaa. znowu to jej wyczucie.? - dorwał się do rozmowy, mój tata.
- Tak właśnie .- odparłam z zastanowieniem.
- Aahhh. No więc masz racje zmieniło się coś . - powiedziała mama , obracając się w moją stronę . Spojrzałam na nią wyczekująco dając jej do zrozumienia żeby rozwinęła tą myśl. - Pamiętasz ten dom na przeciwko .? - zapytała ,a  ja twierdząco kiwnęłam głową . - Więc pewnie pamiętasz że był do sprzedania, no i ktoś go kupił . Właśnie się wprowadzają . - zszokowana przeniosłam swój wzrok na tatę , który , z potwierdzeniem pokiwał głową . Zaczęłam radośnie krzyczeć , po czym szybko pobiegłam do korytarza, zakładając na swoje nogi białe balerinki. Usłyszałam krzyki mojej rodzicielki,  ale przez pod ekscytowanie, nie mogłam zrozumieć o czym mówi. Wybiegłam szczęśliwa przed dom , po czym rozglądając się w obie strony przeszłam przez ulice kierując się na podwórko przyszłych sąsiadów. Przed bramką ,zatrzymałam się poprawiając swoją różową sukienkę, po czym złapałam za klamkę od wejścia.
- dzień dobry . - powiedziałam podchodząc do , kobiety w czarnych włosach, która aktualnie wyciągała z samochodu duże pudło.
- Witaj - uśmiechnęła się , i podała mi rękę.
- Jestem waszą nową sąsiadką . Mam na imię (T.I ) . A pani. ?
- Część (T.I) Jestem Anne, to jest moja córka Gemma- powiedziała przyjemnie, pokazując palcem na małą dziewczynkę stojącą przy drzwiach. - A to jest Harry - wskazała na chłopaka o brązowych włosach.
- Cześć - powiedziałam do młodzieńca. Anne oddaliła się od nas , zanosząc do mieszkania brązowe opakowanie,z rzeczami. Razem z Harrym stanęliśmy, na przeciwko siebie. Szatyn wyciągnął z buzi okrągłego lizaka, i podał mi rękę . Chwyciłam za nią,  a jego druga dłoń, powędrowała , do kieszeni, z której wyciągnął, cukierkowy pierścionek. Delikatnie przekręcił moją dłoń, i wsadził na palec kolorową biżuterię.
- Zostaniesz moją żoną. - bardziej stwierdził niż zapytał. Zaśmiałam się z jego poczynań, na co chłopak zareagował nie małym szokiem.
- O co chodzi .? - zapytał nadal się mi przyglądając .
- Chcesz żebym została twoją żoną. ?- od powiedziałam pytaniem na pytanie, uważnie przyglądając się pierścionkowi.
- Tak . Jesteś bardzo ładna.- odparł , jak gdyby nigdy nic łapiąc za falbankę od mojej sukienki, którą zaczął obkręcać sobie wokół palca.
- Haha. Ale wiesz że takie  pierścionki wkłada się na ten palec. - powiedziałam wskazując serdeczny palec , lewej ręki.
- Cśiii. Nikt nie musi wiedzieć .- powiedział zabawnie przenosząc swój palec na usta.

****

Od tamtych oświadczyn minęło , kilkanaście lat. Przez dłuższy czas byliśmy po prostu sąsiadami, po tem staliśmy się przyjaciółmi . Mówiliśmy sobie wszystko , znałeś wszystkie moje sekrety, tajemnice, potrzeby.  Wiedziałeś o mnie mnóstwo rzeczy. Jednak jedna rzecz ci umknęła. Kochałam cie. Ty zawsze mówiłeś mi że powinnam znaleźć sobie kogoś dla siebie. Drugą połówkę. Ale ja nie chciałam. Nie chciałam nikogo oprócz ciebie. Pamiętam że w swoim życiu widziałam cie z wieloma dziewczynami. Co roku bolało mnie to bardziej , w walętynki prosiłeś mnie abym pomogła ci wybrać prezent dla twojej niby " jedynej " . Zawsze tak mówiłeś, Ona jest tą " jedyną" , jest "kimś więcej". Jednak zawsze, po dniu 14 lutego , One nie były już dla ciebie ważne.Opuszczałeś je. Czasami zastanawiałam się czy nie robisz tego tylko po to żeby tak jak ja nie spędzać walentynek, przed telewizorem. Wiedziałeś o tym że nie obchodzę tego święta. A raczej obchodzę go w swój sposób. Pocieszałeś mnie. Ale nigdy nie dowarzyłeś się do mnie przyjść i posiedzieć razem przed jakimś idiotycznym serialem.

*14 Lutego. 2014 roku. Dzień zmiany. * 


czasami zastanawiasz się jak jeden dzień może zmienić całe twoje Zycie .

Dzisiejszy dzień jak zawsze zaczął się beznadziejnie. Zanim zdążyłam otworzyć oczy, już w moich myślach pojawiała się wizja walętynkowego dnia. Dzisiejszego poranka, nie raczyłam zrobić sobie nawet śniadania, ponieważ od samego początku byłam dręczona twoimi Esemesami.  Była dopiero 10, A ty juz stałeś pod moimi drzwiami. u ciebie to nie jest normalne pamiętam że od zawsze lubiłeś dłużej pospać .

-(T.I) ! No chodź , proszę. Nie mam dużo czasu. !- krzyczał Styles, zwalając mnie z łóżka.
- ogarnij się idioto ! - powiedziałam groźnie kopiąc, chłopaka po rękach.
- Proszę ten prezent jest bardzo ważny. On jest dla tej jedynej.
- Taak. jasne. One wszystkie były tymi jedynymi.- powiedziałam marudnie, podnosząc się z podłogi.
- Ale to nie tak , ją znam od dłuższego czasu ona nie będzie taka jednorazowa. Błagam, kupie ci film na dzisiaj.
- Okej juz Idę. - powiedziałam unosząc ręce w geście obronnym. Przeszłam drogę między stolikiem nocnym, a krzesłem , przy okazji łapiąc w ręce, jakieś rzeczy. Przechodząc przez wielki korytarz, poszłam do łazienki. Ubrałam się i umalowałam, po czym uśmiechnięta wróciłam do ciebie.
Podszedłeś do mnie z uśmiechem, złapałeś moją rękę i powiedziałeś że wyglądam pięknie. serce podskoczyło mi do krtani, a ręce zaczęły się trząść. Mam tak od... no tak od kiedy cie poznałam. twoje oczy i zapach zawsze tak na mnie działały. usłyszałam twoje stanowcze chrząknięcie i kiedy tylko zdążyłam się zoriętować twoje ciało powróciło do dawnej odległości. 
- To chodź. - powiedziałeś i łapiąc mnie za nadgarstek poprowadziłeś w stronę samochodu , w którym ze niechęcią założyłam buty. Usiadłeś za kierownicą i bez słowa odjechaliśmy, z podjazdu. Całą drogę rozmawialiśmy o prezęcie. Miałeś na prawdę dużo pomysłów. tych lepszych i gorszych. Ale uwierz mi dla tej jedynej nie musisz się aż tak staraC. Gdy dojechaliśmy do centrum miasta, straciłam swój dobry humor. te wszystkie serca, kwiaty, czekoladki, misie, i inne ozdóbki, przyprawiały mnie do zawrotu głowy . Nie nawidze tego dnia. 
Nie zwróciłes uwagi na moje samo poczucie. Złapałeś mnie za rękę, i poprowadziłeś do pierwszego sklepu. 
- no okej . A więc wyobraź sobie, że dostajesz waletynkowy prezent, co by to było. ? - zapytałeś rozglądając się po sklepie. 
- Hmm. Weź czekoladki, czerwoną .... nie białą pościel, kilka świeczek, róże, truskawdki , najlepiej zrób w czekoladzie, i zrób jej wielką sypialnie z pięknie  porozkładanymi rzeczami. - wymruczałam wyciągając z półek wy powiedziane rzeczy. Spojrzałeś na mnie zdziwiony i pomachałeś twierdząco głową . Rozejrzałam się po sklepie , natrafiając wzrokiem na półkę z filmami. podbiegłam do niej, i wyszukałam opakowania z tytułem. : "A więc wojna" , po czym znowu podeszłam do ciebie wkładając ci do rąk, płytę. 
- I jeszcze to dla mnie. 
uśmiechnąłeś się promiennie, a w pomieszczeniu usłyszałam twój stłumiony śmiech.Wykupiłeś wspomniane przeze mnie rzeczy a potem zabrałeś mnie na śniadanie do restauracji. Była już 17 i Musiałeś się zbierać. Odwiozłeś mnie do domu i przegnałeś . 
Weszłam do mieszkania jak gdyby nigdy nic, ale w powietrzu czułam ten sam smak zmiany co wtedy kiedy przyjechałeś do naszego miasta i zamieszkałeś na przeciwko mnie.
Z zaniepokojeniem weszłam, do kuchni, jednak nic tam nie zastałam , odetchnęłam z ulgą, i przeszłam do salonu z zamiarem włączenia, kupionego przez ciebie filmu. Usiadłam na kanapie i wtedy  na parapecie okna zobaczyłam, białą kartkę z trzema kropkami. ( "...") Zdziwiłam się i podeszłam do skrawka papieru , otwierając liścik

Wiesz że dzisiaj sa walentynki .? Hah. Nie odpowiadaj. Chciał bym cię zaprosić, na mały wypad ze mną .
Dzisiaj o 20.30 na samej górze wierzowca, w środku LondonCitty. Proszę przyjdź. /

tajemniczy wielbiciel . ♥


Zdziwiona tym liścikiem , zawahałam się nad pójściem , ale w końcu co mogę stracić.? 

 * 20.29 london citty , dach wierzowca. * 



Winda zabrzęczała , dając mi znać że to już koniec przejażdżki.  drzwi rozsunęły się , a ja zrobiłam kilka kroków w przód nadal wpatrując się w ziemię. Uniosłam wzrok ku górze i niemal od razu mnie zamurowało . Na ziemi rozłożona była, biała pościel, przyozdobiona czekoladkami, wszędzie były po rozstawiane świeczki, a obok posłania leżała taca ze smakołykami na której zauważyłam mnóstwo truskawek w czekoladzie. Zrobiłam krok w przód a moja noga stanęła na jakiejś kartce. Prze straszona odskoczyłam , po czym spojrzałam na leżący na ziemi skrawek papieru. Przewróciłam teatralnie oczami , i podniosłam kartkę, czytając ją .


A więc jednak przyszłaś. :) Ciesze się . Jestem pewny, że popsułam ci plany na dzisiejszy wieczór, ale mam nadzieje trochę je naprawić. Usiądź na pościeli i puść 5 . /
Nadal tajemniczy wielbiciel ♥


Uśmiechnęłam się sama do siebie czytając kolejne słowa z kartki.  Spojrzałam na przygotowane posłanie i po chwili zauważyłam, stojące koło niego radio . Podeszłam do sprzętu , wygodnie rozkładając się na pościeli, i biorąc do buzi jedną z czekoladek, zaczęłam pstrykać klawiszami szukając odpowiedniego utworu. kiedy tylko mały wyświetlacz pokazał mi piątkę, z głośników zaczęła lecieć powolna, a zarazem romantyczna piosenka. Przez chwile wsłuchiwałam się w rytm, słów Bryana Adamsa. ( Le* postać fikcyjna :D ) , jednak usłyszałam ciche kroki za sobom. Napięcie odwróciłam się, a moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok na świecie. Harry ubrany był w czarny garnitur, który świetnie wpasowywał się w biel jego koszuli. Włosy miał całkowicie roztrzepane co tylko dodawało mu tego chłopięcego uroku. W ręku trzymał bukiet róż , a w drugiej dłoni znajdowało się malutkie pudełko.
- Witaj. - powiedział,bardzo pociągająco , nadal nie ruszając się z miejsca. Wstałem z białej pościeli, i bez wahania zarzuciłam swoje ręce na jego szyje, mocno go przytulając.  Z moich oczu mimowolnie zaczęły lecieć łzy, które powoli tworzyły Ścieszki na moich policzkach. Staliśmy tak nieruchomo przez dłuższy czas, jednak chwile po tem odkleiłam się od chłopaka. Otarłam swoje mokre policzki, i spojrzałam na lokowatego.
- Proszę nie płacz- powiedział harry. - To dla ciebie.- dodał po chwili, przysuwając w moją stronę, czerwone kwiaty.
- Dziękuje .- odpowiediząłam. Już miałam otworzyć usta, żeby coś powiedzieć ale chłopak , położył na nich swój palec, przy okazji mnie uciszając.
- Chciałem ci to juz dawno powiedzieć, ale się bałem. Wiesz to głupie, że próbowałem zastąpić cię innymi dziewczynami. Przeciez wiedziałem, że ani jedna nie będzie lepsza od ciebie. Zawsze mówiłaś mi że nie chcesz mieć nikogo. Że żaden, chłopak cie nie szczęśliwi . Ale ja wiem ze ja potrafię to zrobić. Pamiętam jak pierwszy raz , przyszłaś na mój ogródek, weszłaś tam jak gdyby nigdy nic, i przywitałaś się z moją mamą. Byłaś taka piękna, zresztą nadal jesteś. Potem się ze mną zaprzyjażniłaś, spędzałem z tobą każde wolne popołudnie. Mówiłaś mi jak bardzo chciała byś się zakochać, i jak bardzo pragniesz tego pierwszego pocałunku. Wiesz jak się ucieszyłem kiedy to powiedziałaś. Zaledwie dwa dni później, zabrałem się na Skate park, niby niechcący wywaliłem się na ciebie , i złączyłam nas w pocałunku. Przeżyłaś ze mną pierwszy całus, zresztą nie był on ostatni. Od tamtego czasu całowaliśmy się , częściej . Wszyscy mówili że jesteśmy parą, a ty zawsze zaprzeczałaś.  Bolało . I wiesz co jeszcze , od kiedy zobaczyłem cię w tej różowej sukięce, kiedy podałaś mi rękę ,a ja włożyłem ci na palec kolorowy pierścionek , od wtedy , wiedziałem że cię kocham . Wiem że nigdy nie przestałem . (T.I) kocham cie.
- harry - Jęknęłam, wpuszczając z dłoni , bukiet róż . - ja. Nie ... nie
- rozumiem - powiedziałeś spuszczając wzrok.
- nie właśnie nie rozumiesz - odparłam łapiąc twój podbródek,tym samym zmuszając cie do spojrzenia na mnie. - Nigdy nie miałem chłopaka. Wiesz dlaczego .? Bo czekałam na ciebie. Dzień w dzień, czekałam aż przyjdziesz i powiesz że mnie kochasz. I dzisiaj właśnie spełniają się moje marzenia. Kocham cie Harry .- wyszeptałam, a ty stałeś na przeciwko mnie jak zaczarowany. - Kocham cię . - powtórzyłam, nadal zszokowany złączyłeś nasze usta w namiętnym pocałunku.  Nasze języki pieściły się na wzajem .
- (T.I) ... - wydyszałeś , delikatnie mnie od siebie odpychając.  powoli klęknąłeś na jednym kolanie, a z dłoni wyciągnęłaś , czarne pudełko. - (T.I) (T.N) Czy zechcesz zostać moją dziewczyną .?
- Tak! Tak ! Tak!. - powiedziałam głośno. Pociągnąłeś lekko moją rękę w swoją stronę i powoli otworzyłeś małe pudełko. W środku znajdował sie, kolorowy pierścionek. Taki sam jaki dałeś mi te kilkanaście lat temu.   

Z zastanowieniem, przyglądałeś się moim palcom. Cicho się zaśmiałam, kręcąc z niedowierzaniam głową . - jeszcze się  nie nauczyłeś .? - zapytałam za co ty spojrzałeś na mnie z urażeniem. - Na ten palec. - powiedziałam , wskazując na serdeczny palec. posłusznie włożyłeś mi na niego kolorową biżuterię i znów wracając do mojego poziomu, ucałowałeś delikatnie moje usta.
- Kocham, cie (t.I )
- Ja ciebie też Harry .

XXXX


Przepraszam za błędy i wasze czekanie.

Przepraszam za błędy , po prostu szybko pisałam . :c
I jeszcze przepraszam że tyle musieliście czekać , ale jak widać szkoła daje po sobie znaki. 

Mimo że jest koniec roku, to ja musze latać na próby :p

Not Good :C

nie wiem z kim będzie następony , ale chyba wiem o czym będzie ^^

Kocham was :*

piątek, 21 czerwca 2013

Przepraszam :c

Przepraszam że na razie nie ma dalszej części z Zaynem , ale na razie wena mnie na to nie bierze :c . Bardzo przepraszam :c
Poza tym jest taki mały problemik, że mam teraz mało czasu ale się postaram dalej pisać :*

Kocham Was :* \

czwartek, 20 czerwca 2013

Larry +18 :D

Przemierzałem kolejne uliczki, zatłoczonego miasta. Moje palce zaciskały się mocno na kierownicy, a w moim umyśle kłębiło, się mnóstwo myśli. Ten dzień nie należał do specjalnie dobrych, więc już w tej chwili miałem wielką ochotę, rzucenia się na kogo kolwiek na mojej drodze. Gwałtownie skręciłem, wieżdźając na podjazd. W pośpiechu, zgasiłem silnik ,i  niemal że wybiegając z samochodu, skierowałem się w stronę posiadłości.
- Harry ?!- krzyknęłam wbiegając do wnętrza domu.- Jesteś ?!
- Taa. Na górze. - usłyszałem za chrypnięty głos, po czym pendem zacząłem biec w stronę naszego pokoju. Przy stawianiu ostatnich kroków, lekko się zachwiałem,  przez co z hukiem wpadłem na drzwi przy okazji je otwierając. W pokoju zastałem, mojego chłopaka, leżącego na łóżku, w samych bokserkach. Jego twarz, wyglądała na przerażoną, a klatka piersiowa, unosiła się w naprawdę szybkim tępię. Bez zastanowienia, podeszłem do Harego, i ułożyłem swoje ciało po między jego nogami, schylając się nad nim i całując delikatnie jego usta.
- Szałowe wejście. - odparł po dłuższej chwili chłopak ,odklejając się ode mnie.
- Oczywiście,że tak. Musze przecież poprawić sobie zły dzień. prawda.? - zapytałem , jeżdżąc dłonią, po brzuchu i udach Hazzy.
- Umm. Przestań bo pomyśle że chcesz mnie zgwałcić.- powiedział loczek chichocząc, słodko. Szarpnąłem, groźnie gumkę od bokserek chłopaka, wywołując u niego zadziorny uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak bardo chce. - odparłem , gryząc jego szyje, i drażniąc jego bokserki.
- Aughh. - westchnął przeciągle zielonooki, kiedy moja ręka spoczęła , na jego wybrzuszeniu. - Lou...
- Csiiii- przerwałem mu, agresywnie ściągając, z jego bioder czarny materiał. - Dzisiaj bawimy się według moich zasad.- odparłem, zdejmując z siebie górne części garderoby.
- Mam się bać .? - zapytał rozbawiony chłopak, łapiąc delikatnie za pasek od moich czarnych rurek. Oparłem lewą ręke koło głowy chłopaka, a moja prawa dłoń, powędrowała pod białą poduszkę , skąd wyciągnąłem kajdanki. Machnąłem nimi przed nosem zielonookiego, co sprawiło że zmieszany i lekko przerażony spojrzał na mnie. Nie wzruszenie przybliżyłem się do jego ucha i wyszeptałem : - Tak bój się . Krzycz, wij się i proś o litość. Zamin loczek, zrozumiał moje słowa, złapałem go za nadgarstki i przypiąłem je do ramy łóżka.  Usiadłem okrakiem na Hazzie, i lekko poruszając biodrami, wpiłem się w jego usta. Harry wydawał nie określone westchnięcia po między, pocałunkami, co tylko nakręcało mnie do pracy. Złapałem delikatnie za przerodzenie chłopaka, szybko i stanowczo poruszając ręką.
- Lou... is . Oh. ... szy.. Ah. - sapał Harry, podnosząc i opuszczając , swoje biodra zgodnie z ruchem mojeje ręki. - Louis... Ja chcem ciee. ... Ah.. po-poczu-uć. Assh.
- Dla ciebie Panie.Tomlinson .- powiedziałem stanowczo , zwiększając prędkość, moich ruchów.
- Panie . To-tomlinson, chce cie... Ahhh. Chce cie ....
- Krzycz to .!
- PIEPRZ MNIE KURWA ! - krzyknął agresywnie, podnosząc przy tym gwałtownie swoje nogi.Na  taką właśnie reakcje czekałem. Bez większych przeszkód, przełożyłem jego ciało , tak aby leżał, na mnie , i bez zawahania, weszłem w niego. Harry cicho jęknął , kiedy tylko weszłem się w niego prawie cały, przyciągnął mnie do siebie bliżej i namiętnie pocałował Kiedy pieprzysz osobę, na której ci tak cholernie zależy, chcesz dać jej Gwiazdkę z nieba. A co dzieje się kiedy dodatkowo słyszysz słowa szeptane ci wprost do ucha : - Oh tak, louis. tak .. Ahh. Boże szybciej. Ahhh,.: wtedy nakręcasz się jeszcze bardziej,twoje ruchy stają się głębsze i szybsze, starasz się dać tej osobie wszystko, chociaż sam czujesz że nie dajesz już rady. Tak właśnie było z nami. Ja starałem się jak najbardziej, choć sam czułem że zaraz skończę. A Harry .? Hazz poddawał się uczuciu, największego orgazmu jaki przeżył. Z godnie z moimi słowami , Wił się i krzyczał. Nie zwracając uwagi na sąsiadów i dzieci biegające po naszym podwórku. Przeklinał i sapał. Nic nie stanowiło dla niego przeszkód.
-Looouiss... do..cho dzę. - wyjęczał chłopak, a juz chwilę po tem leżałem koło niego napawając się, najlepszym dojściem w życiu. Na moim brzuchu rozlana była ,biała maź którą w ciszy wycierałem palcami.Oboje leżeliśmy cicho, starając się, opanować niewymiarowy oddech, i  to niesamowite uczucie wypełnienia.
- Częściej musisz miewać złe dni. - wysapał Harry.
-haha, tak . Zgadzam sie. To co może jeszcze coś na polepszenie tego okropnego dnia.?
- Boże , jestem wykończony . Nie dam  rady jeszcze raz...
- Ty debilu ! Tylko sex ci w głowie - zaśmiałem się , waląc chłopaka , w ramie.- chodziło mi o jakąś kolacje.- zaśmiałem się, podnosząc swoje ciało na łokciach.
- Aaa. Bardzo chętnie , skarbie.- powiedział loczek, przybliżając do mnie swoje usta, po czym bez wahania wpił się w nie.
-Kocham cie Hazz.
- Ja ciebie też Lou.

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Louis :D

Poczułam przyjemny dreszcz , przez co moje ciało, gwałtownie przewruciło się na drugi bok łóżka. Z uśmiechem na twarzy , uchyliłam powieki i gdy tylko, moje oczy obleciały pokój , mina mimowolnie mi zrzedła. Nie z powodu, zimna, czy choć by jego - nierozgarniętego - wyglądu. Mój brak, humoru wywołały wspomnienia z przed wczorajszej nocy. Podejrzewam że nie wiecie o co chodzi. Tak.? A więc zapraszam na szybki skrót :

Jestem ( T.I) (T.N) , mam 17 lat. Urodziołam się w bardzo zamożnej rodzinie. Więc nie zdziwi was za pewne fakt że moi rodzice, raczej nie mieli dla mnie czsu. Już od najmłodszych lat, wychowywały mnie niańki. Zaczęło się od Aleksandry Watson, kończąc na mojej ulubionej : Patrishii Wiliamson. Ona była dla mnie jak przyjaciółka, z wyjątkiem tego że zawsze chodziła za mną, i robiła wszystko co chcę . nigdy nie zmuszała mnie do czegoś na co nie miałam ochoty,  za co w sumie ją lubiłam. Ale wracając do piątku, właśnie przedwczoraj wszystko w moim życiu troszkę się popsuło. A dokładniej Pani Wiliamson, została zwolniona. Tak właśnie ZWOLNIONA !. Co najlepsze nie dlatego że jestem juz prawie pełnoletnia, ale z racji tego iż, pokłuciła się ona z moją mamą. Dziwi mnie że  noga mojej rodzicielki  w ogóle zawitała do domu. Nie to, że mam coś do swojej mamy. Była nawet dobrą kobietą, ale nie często dało ją się zobaczyć, w naszej willi. Zawsze była gdzieś poza krajem, lub siedziała właśnie w samolocie razem z miom ojcem. Mimo tego strasznie ją kocham. Jednak jej cierpliwość chyba się skończyła, ponieważ nie patrząc wcale na to co zrobi teraz Patrischia, Matka po prostu wywaliła ją z domu. Zastępując jej osobę ni jakim :Louisem Tomlinsonem. I mimo zapewniej mojej rodzicielki , wątpiłam że polubie tego gościa. A właśnie dzisiaj wypada dzień, w którym, ma się pojawić, mój "służący".

19 czerwca, niedziela :D :
- ehem. No wiem mamo! Dobrze będe miła, obiecuje. Na prwde się postaram. No papa. - porzegnałam się z (I.T.M) , odsunęłam telefon od ucha, wciskając zieloną słuchawkę. Ponownie rozłożyłam sie na kanapie, biorąc w rękę , pódełko z lodami. Za nie całe 20 minut, miał przyjść, Louis, mimo złożnonej mamie obietnicy, nie specjalnie cieszyłam się z jego przyjścia. Prawą dłonią sięgnęłam, po pilota, przełanczając, szybko kanały, w poszukiwaniu, jakiegoś ciekawego serialu. Pustki. No ale czego można się spodziewać po niedzielnym, popołudniu. Ze zrezygnowaniem, odżuciłam od siebie pilota, maczając delikatnie łyżkę w zimnej mazi. Po nie długiej chwili, do moich uszu doszedł dźwięk, głośnego dzwonka.
- Już ide ! - krzyknęłam, podnosząc się mozolnie z kanapy. Przebiegłam długi kotytarz mechonicznie zatrzymując się przy drzwiach. Dleikatnie obiełam dłonią klamkę, i z penością pociągnęłam ja w dól. Na schodach stał dośc przystojny chłopak, w brązowych, całkowicie roztrzepanych włosach, i szaro- niebieskich oczach które mimo tańczących iskierek, mroziły samym spojrzeniem.
- Eee, Townstreet 90 210 ? - zapytał nie pewnie, wpatrując się w zapisane na swojej kartce notatki.
- Tak. - powiedziałam , pewnie wpatrując się w stojące za szatynem walizki. - a cos się stało.?
- Nie raczej nie. Ale czekaj to ty jesteś (T.I) ? - dopytywał, nadal wyczywując treść z kartki.
- No tak to ja...
- Ah. to świetnie - uśmiechnął się uroczo robiąc krok w stronę mieszkania. - Jestem Louis . - dodał stając na przeciwko mnie. Boże czy to ten Louis Tomlinson. To na pewno On.? Nikt mnie wcześniej nie uprzedził że będzie on ode mnie starszy o zaledwie 3 może 4 lata.  Myślałam że ten którego wynajęła moja matka , będzie ... no nie wiem ... Starszy. Nie dość to nikt nie wspomniał że będzie on taki ... ładny.
- Louis Tomlinson.? - zapytałam , w odpowiedzi chłopak twierdząco pokiwał głową . - Eee, No to prosze . - powiedziałam, uchylając drzwi , i wpuszczając niebieskookiego do środka.
- Ładnie tu. - odparł, przyglądając się uważnie karzdemu szczegółowi w domu.
* Godzine później, rozpakowując Lou* - Pff. sądzisz że poradzisz sobie lepiej niż ja.? - zapytałam kpiąco, wkładając do szafki jedną z koszulek Louisa. - Raczej wątpie..- Haha. Ty: rozpuszczona nastolatka, ma sobie poradzić w domu lepiej niż doświadczony Mężczyzna.- powiedział, śmiejąc się gardłowo. Własnie pomiędzy nami, wywołała się dość zabawna kłutnia, polegająca na tym że osądzaliśmy kto lepiej poradził by sobie w domu.- pozatym jestem prawie pewien, że bys sobie nie poradziła, myślisz że po co twoja mama miała by zatrudniać mnie do pomocy, z pewnością że sobie poradzisz . Hmm.?
- Uwierz mi poradziła bym sobie i bez ciebie..
- haha. Nie wierze.
- Okej .  Zakład .? - zapytałam wyciągając pred siebie dłoń. - Jeszcze tydzień nie ma moich rodziców, przez ten czas będe musiała sobie robić śniadania, składać łóżko, robić pranie... Co o tym myślisz.?
- Zgoda. - powiedział , melodyjnym głosem, łapiąc mnie za rękę . - zaczynamy od jutra , aż do następnego poniedziałku.
- Przegrasz Tomlinson . -odparłam, biorac do ręki kolejną koszulkę.
- Jeszcze się okaże.
*24 czerwca , piątek.*
Wiecie co musze wam powiedzieć, że na prawde straszni polubiłam Lou. Przez te pięć dni , bardzo sie do siebie zbliżyliśmy, a ja jak na razie bez problemu radziłam sobie z zakładem. Mimo że to ja miałam robic wszystko za chłopaka, on tez nie chońbił pomcom. Robiłam nam śniadania, Louis obiady a wspólnie tworzyliśmy kolacje. Podzieliliśmy się też innymi obowiązkami. Jednak ten tydzień na prawde nie był poświęcony samej pracy. Na przykład w trakcie odkurzania dywanów, mycia okien i robienia prania, najczęściej towarzyszyła nam muzyka, do której z zapałem tańczyliśmy. Czasami podczas,zamiatania, Lou udawał gwiazdy i zaczynał śpiewac różne piosenki, pokazując przy tym jak wielki posiada talent.
"Chyba na prawde myliłam się co do niego. " - pomyślałam, podrzucając na patelni, sporych rozmiarów naleśnika. Rozłożyłam ro na talerzu a kolejną porcje nalałam na podgrzany olej. Z dolnej szafki, wyciągnęłam , dwa białe talerze. rozkładając je na stole kontem oka zauważyłam , wchodzącego do kuchni szatyna. Był tak pochłonięty, pisaniem czegoś w telefonie, ze nawet nie zauwarzył mojej obecności.
- Witam Pana ! - powiedziałam, na co chłopak lekko się wzdrygnął.
- Dzień Dobry szkrabie - odparł po chwili po czym ucałował delikatnie mój policzek.- Mmm. Nie kuść .
- Czym ja cię znowu kusze .? - zapytałam rozbawiona. Chłopak stanął za moimi plecami, oplatając swoje ręce wokół mojej talii, i kładąc swój podbrudek w zagłęgieniu szyji,westchnęł cicho.
- Wszystkim. Wyglądem, ruchami, zapachem, słowami. - mówił, kierując się wolno w stronę stołu, z kąd *nadal obejmójąc moje liche ciało* , zwinął jednego ze zrobionych naleśników.- Mmm. A wiesz co jest najfajniejsze.?

- Hmm?
- To , że moje podniebienie kolejny raz dostaje orgazmu, przez twoje śniadania.- odparł obracając mnie, twarzą do siebie.
- Uważaj żeby to było tylko podniebienie.- powiedziałam zmysłowo łapiąc za pasek jego spodni.
- Uu. sugerujesz coś , kankretnego.?- zapytał powoli zmniejszając dystans między nami. jego wargi lekko sie uchyliły, przez co mogłam poczuc na swojej skórze jego ciepły oddech. Przez moje ciało przeszło milion dreszczy kiedy, wślizgnął swoje zimne palce pod moją cienka koszulkę. Chłopak wykorzystał chwilę mojej nie uwagi, ponieważ momętalnie poczułam jego wargi na swoich własnych. Od subtelnego pocałunku, zaczęła sie prawdziwa wojna. Jezyki tańczyły ze soba powolny taniec a miażdźące się usta, walczyło dominację. Szatyn delikatnie, napierał na moje ciało, prowadząc je aż do blatu, gdzie jednym ruchem usadzilł mnie na nim, stając pomiędzy moimi nogami. Tą nisamowita chwile przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu.
- Nie odbieraj- wyszeptał Louis po między pocaunkami. Z niechęcią odsunęłam się od chłopaka, obrzucając go prpraszającym spojrzeniem, po czym zeskoczyłam z blatu. Przeszłam szybko, korytarz podążając w stronę dochodzącego dźwięku. Kiedy doszłam do salonu, chwyciłam w rękę telefon i nie patrząc na numer, wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Słucham.? - zapytałam , ocierając ręką, zpierzchniałą wargę.
- Dzień Dobry Kochanie.- usłyszałam głos mamy w telefonie, która widocznie  tryskała radością.- mam dobre i dobre wieści , więc które pierwsze.?- zapytała, a po drugiej stronie usłyszałam jej cichy śmiech.
- eem. No nie wiem... - zaśmiałam, się udając, zamyśloną . - może najpierw te dobre.
- Okej, więc, Ogłaszam ci że wrócimy , jutro po południu, co pozwoli nam spędzić z tobą więcej czasu.- odparła radośnie.- A te drugie to takie że postanowiłam , jednak ponownie zatrudnić Panią Williamson. Fajnie .prawda .?
- Że co .? - zapytałam, a raczej wykrzyczłąm , przerażona. - jak to ? Trish ?
- Normalnie. Nie cieszysz się .? przecież sama mówiłąś że nie zniesiesz więcej niż minuty z Tomlinsonem ,a teraz nagle nie jest ci to na ręke.?
- Ale ja nie chcem Trish ja chcem jego.! - mówiłam nadal nie wiedząc jak na to zareagować.- Ja chyba , go ....
- Kochasz .? - zapytała nie pewnie rodzicielka. Nie wiem czy mi się zdawało czy w jej głosię na prawde słyszałam, nadzieję. Sama nie wiedziałam czy go kocham. te 5 dni na prawde dało mi do zrozumienia że jest on na prawde cudowny, a ten pocałunek tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że coś do niego czuje.
- Kochanie.? - zapytała ( I .T .M) , nie dostając przez dłuższy czas odpowiedzi.
- tak mi sie wydaje....- powiedziałam , nie pewnie, łapiąc się w zakłopotaniu za głowę. Po drugiej stronie słuchawki, usłyszałam donośny pisk który mógł oznaczać tylko jedno . Ucieszyła się .
- Powiedziałś mu .? Boże od razu wiedziałam że coś z tego będzzie.
- nie nie powiedziałam, i raczej wątpie że on to odwzajemnia. - powiedziałam spoglądając w stronę, wejścia do salonu. W śroku przejścia stał, Louis. Miał ręce włożone głęboko w kieszenie i z uśmiechem wpatrywał się we mnie. - Musze kończyć - odparłam , przygryzając lekko wargę.
- A co stoi koło ciebie .? -zapytała podejrzliwie, zciszając głos.
- Mamo - jęknęłam, z wyrzutem. - tak stoi.
- Aa. to nie przeszkadzam. tylko grzecznie tam !- już chciałam coś powiedzieć , jednak nie zdążyłam,ponieważ , kobieta rozłączyła się. Odłożyłam telefon na mały stolik,  i niepewnie spojrzałam na Louisa. Chłopak wolno zaczął zbliżac się w moją stronę. A moje serce z każdym jego krokiem zaczęło bić mocniej. Szatyn delikatnie obiął, dłońmi, moją twarz i złożył na ustach subtelny pocałunek. Nawet na taki mały dotyk reagowałam tak silnie. Moje kolana mimowolnie stały się, miękkie, a w podbrzuszu, zaczęły latać znajome mi motyle.
- dlaczego to robisz .? -zapytałam po skończonym pocałunku .
- Bo cie kocham.

----- WAŹNE------


1. Przepraszam za błędy ale pisanie po nocach nie służy nikomu :P
2. Nie mialam pojęcia jak skończyć :P
3 To jest beznadzieja, brak weny się kłania :c